Kącik książkowy: Wyklęty autor opowiada o swojej ojczyźnie. Glukhovsky i jego nowa polska premiera

Kącik książkowy: Wyklęty autor opowiada o swojej ojczyźnie. Glukhovsky i jego nowa polska premiera

Do polskich księgarń trafiły „Opowieści o Ojczyźnie”– pierwsza książka Dmitrija Glukhovsky’ego publikowana w Polsce – nakładem wydawnictwa Insignis Media – po wybuchu rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Pisarz znany w Polsce przede wszystkim z bestsellerów „Metro 2033” i „Futu.re”, dorobił się w tym czasie w Rosji tytułu „agenta obcego wpływu” za to, że od samego początku publicznie przeciwstawiał się rozpętanej przez swój kraj wojnie i bezpardonowo krytykował jego rząd. Książki Glukhovsky’ego w rosyjskich księgarniach najpierw zaczęły być oznaczane stosowną zawieszką, by potem zupełnie z nich zniknąć. Sam Glukhovsky jest poszukiwany przez putinowski reżim listem gończym. Czytając „Opowieści o Ojczyźnie”, nie sposób nie zrozumieć, dlaczego.

W spowitym siarkową mgłą Norylsku – zamkniętym mieście położonym trzysta kilometrów za kołem podbiegunowym – pogrzebani przywołują do siebie żywych. „Niewinna” reforma rządowa sprawia, że w Rosji przestaje płynąć czas. Pluszowy miś negocjuje z prezydentem zmianę polityki Federacji Rosyjskiej. Samotny ojciec szuka w budynkach moskiewskiej administracji sprawiedliwości po tym, jak jego syn został potrącony przez gangsterskie BMW X5, należące do wysoko postawionego policjanta. Etniczna sprzeczka żołnierzy w rosyjskiej bazie wojskowej na wschodnich rubieżach Azji grozi światu zagładą jądrową. Komunia, w której zamiast wina przyjmuje się… wódkę. Winda, którą trzeba karmić workami z milionami rubli. Sysadmin sterujący mechaniką wyborów, któremu zabrakło pomysłów na przedwyborczy show. Robotyczni sędziowie. Wszechobecne makiety. A także śmiercionośna dla pacjentów symbioza służby zdrowia i policji, które to instytucje skracając życie niektórym Bogu ducha winnym obywatelom… wydłużają je innym – wszak statystyki muszą się zgadzać!

Te z pozoru odległe sytuacje łączy nie tylko ich absurdalność. Ich wspólnym mianownikiem jest Rosja – a raczej to, jak wyklęty przez Putina Rosjanin, Dmitry Glukhovsky, postrzega swoją Ojczyznę.

„Opowieści o Ojczyźnie” to literacki tour de force Glukhovsky’ego, w Polsce najbardziej znanego z powieści „Metro 2033”, „Futu.re”, „Outpost” i „Tekst”. To dwanaście opowiadań, które bawią i smucą – ale przede wszystkim skłaniają do gorzkiej refleksji i żalu. Zawiedzione nadzieje, wszechobecne kłamstwo, rządy oligarchów, fasadowy prezydent – to dla Polaków nic nowego. Stan państwa rosyjskiego nie jest dla nas tajemnicą, potrafimy go trafnie zdiagnozować, ocenić i ostrzec świat przed jego konsekwencjami (inna sprawa, że nas nie wysłuchano). Jednak u Glukhovsky’ego rosyjska duszność, rosyjska klaustrofobia państwowości i urzędów staje się namacalna: można jej dotknąć, można ją poczuć. Spod mistrzowskiego pióra rosyjskiego pisarza wychodzi strumień metafor tak celnych, że wyobraźnia sama podpowiada nam odpowiednie obrazy, a wielość rozmaitych sytuacji sprawia, że mamy niepowtarzalną okazję przyjrzeć się piętnowanej przez autora tytułowej Ojczyźnie z rozmaitych punktów widzenia i perspektyw: z samego szczytu łańcucha pokarmowego, gdzie zasiadają samce alfa (rząd, oligarchia), ale i z dołu, tam gdzie toczy się prawdziwe, znojne życie, tam, gdzie swymi bezlitosnymi trybami drakoński system ściera w pył każdego szarego obywatela.

„Opowieści o Ojczyźnie” to w pewnym sensie słowiańska odmiana realizmu magicznego, taka trochę niechlujna, trochę przesadzona, trochę zakrapiana, ale na pewno niesamowicie sugestywna – gdyby nie on, czytalibyśmy historie, które od literatury faktu dzieliłaby naprawdę cienka granica. Tymczasem Glukhovsky, który w poprzednim zbiorze opowiadań „Witajcie w Rosji” uciekał się do lekkich motywów fantastyczno-naukowych, w „Opowieściach” czerpie z realizmu magicznego pełnymi garściami. Ożywają zabawki, baśniowe postaci przekraczają granicę między rzeczywistością a fikcją, magiczne eliksiry otwierają wrota świadomości na inne – choć zawsze stuprocentowo rosyjskie – wymiary, zatrzymuje się czas. A wszystko to w przaśnej rosyjskiej rzeczywistości, tyleż komicznej, co okrutnej.

Połączenie tych elementów stanowi o wielkiej sile narracji. Z jednej strony jest boleśnie rzeczywista, z drugiej – gorzko fantastyczna. Te dwie domeny mieszają się w tyglu zwanym Rosją. Bo Rosja to nie państwo, to nawet nie Ojczyzna, to stan umysłu. I o tym stanie umysłu pisze jak nikt inny na świecie ktoś, kto dobrze go zna, ktoś, kto go czuje – aż do bólu. „Agent obcego wpływu” – człowiek, który od początku rosyjskiej agresji jej się sprzeciwiał, który się jej wstydził, za nią przepraszał, który z Ukraińcami stał jak z braćmi. Dmitry Glukhovsky. Prorok, któremu tak trudno nawracać jego własny kraj, i mistrz czułego, emocjonalnego pióra.

 

Dodaj komentarz

Komentarze

    Brak komentarzy