Dziecko czekało na pomoc. Gdzie była karetka?

Dziecko czekało na pomoc. Gdzie była karetka?
fot. Monika Pawluk

MIĘDZYRZEC PODLASKI Groźnie zakończyła się zabawa na sankach dla 4-letniej dziewczynki, która zjeżdżała z górki w okolicach stoku przy ul. Zahajkowskiej. Nie dość, że dziecko uległo wypadkowi, to jeszcze przez kilkanaście minut czekało na przyjazd ratowników. – To skandal, żeby karetka tyle czasu jechała z bazy na Brzeskiej na Zahajkowską – oburza się świadek zdarzenia. Dyrekcja pogotowia tłumaczy, że karetka jechała z Międzyrzeca Podlaskiego i nie przekroczony był czas dojazdu. A zespół ratownictwa medycznego musiał zmierzyć się z trudnymi warunkami na drodze.

Do wypadku doszło w miniony piątek 15 stycznia około godz. 12 z drugiej strony stoku narciarskiego na Międzyrzeckich Jeziorkach przy ul. Zahajkowskiej. Wesoła zabawa na śniegu w jednej chwili zamieniła się w dramat. Około 4-letnia dziewczynka zjeżdżała na sankach ze wzniesienia i uderzyła główką w element ogrodzenia. – Dziecko przy upadku rozcięło rękę. Wezwano pogotowie, ale karetka przyjechała dopiero po około 14 minutach. Dziecko było przytomne, ale krwawiło. Był strach, bo to przecież mała dziewczynka. Poobijała się i nie było wiadomo, czy nie ma jakichś innych obrażeń oraz czy jej stan nagle się nie pogorszy – relacjonuje pan Wojciech, świadek wypadku.

Czas mijał, a ratowników medycznych nie było. Ranne i przestraszone dziecko płakało. Niepokoić zaczęli się również dorośli – świadkowie zdarzenia. – Dzwoniliśmy na pogotowie kilka razy z pytaniami, kiedy będzie pomoc. Pani z dyspozytorni kazała nam spokojnie czekać. Ale to jest skandal! Co się dzieje w międzyrzeckim pogotowiu? Żeby karetka tyle czasu jechała do rannego dziecka. (…)

Cały artykuł przeczytać można w aktualnym – papierowym i cyfrowym wydaniu „Podlasianina” na: eprasa.pl

Monika Pawluk

Dodaj komentarz

Komentarze

    Brak komentarzy

Zobacz także: