Czy magazyn energii działa podczas awarii prądu
Kilka lat temu magazyn energii kojarzył się głównie z domami „off-grid”, stojącymi gdzieś poza zasięgiem sieci. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Coraz więcej właścicieli domów montuje akumulatory nie dlatego, że chcą być niezależni od świata, tylko dlatego, że mają dość skoków cen energii i coraz częstszych przerw w dostawach prądu. I tu pojawia się pytanie, które można usłyszeć regularnie: czy magazyn energii faktycznie działa podczas awarii, czy to tylko marketingowy slogan?
Sam akumulator nie wystarczy
Wiele osób zakłada, że skoro mają fotowoltaikę i magazyny energii, to podczas awarii sieci wszystko w domu będzie działało normalnie. Niestety, rzeczywistość jest bardziej techniczna. Sam magazyn energii nie gwarantuje zasilania awaryjnego. Potrzebny jest jeszcze odpowiedni falownik hybrydowy oraz funkcja backupu, czasem nazywana trybem EPS albo zasilaniem wyspowym.
To właśnie ten element decyduje, czy po zaniku napięcia dom odłączy się od sieci i przejdzie na energię zgromadzoną w baterii. Bez tego instalacja po prostu się wyłączy, nawet jeśli akumulator jest pełny. Dla wielu inwestorów to spore zaskoczenie, bo sprzedawcy często skupiają się na pojemności baterii, a nie na architekturze całego systemu.
Co faktycznie działa podczas braku zasilania
Tu pojawia się drugi mit. Ludzie wyobrażają sobie, że po awarii będą funkcjonować dokładnie tak samo jak wcześniej. Klimatyzacja, piekarnik, pompa ciepła, indukcja, ładowarka do auta. Wszystko naraz. W praktyce większość domowych instalacji backupowych zasila wybrane obwody.
Najczęściej są to lodówka, router, oświetlenie, sterowanie ogrzewaniem, czasem kilka gniazdek w salonie lub kuchni. I szczerze? To zwykle rozsądniejsze rozwiązanie niż próba utrzymania całego domu. Jeśli ktoś chce podtrzymać pełne zużycie energii przez kilka godzin, musi przygotować się na bardzo duży wydatek. Magazyn o pojemności 5-10 kWh wystarcza raczej do utrzymania podstawowych funkcji domu niż życia „jak gdyby nigdy nic”.
Eksperci z Defro Energy podkreślają, że właściciele domów często przewymiarowują oczekiwania względem baterii, a niedoszacowują własnego zużycia energii. To jeden z częstszych błędów przy projektowaniu instalacji hybrydowych.
Dlaczego system hybrydowy ma dziś większy sens niż kilka lat temu
Jeszcze niedawno wiele osób montowało samą fotowoltaikę i temat kończył się na panelach. Potem wszedł net-billing, ceny energii zaczęły mocno falować, a właściciele instalacji zauważyli, że oddawanie nadwyżek do sieci nie daje już takiego komfortu jak dawniej. Właśnie dlatego magazyn energii przestał być dodatkiem dla pasjonatów technologii.
System hybrydowy pozwala zatrzymać część energii u siebie i wykorzystać ją wieczorem albo podczas awarii. To po prostu bardziej racjonalne ekonomicznie. Szczególnie w domach z pompą ciepła, klimatyzacją lub większym zużyciem energii po zmroku.
Nieprzypadkowo program „Mój Prąd” od kilku edycji premiuje właśnie rozwiązania związane z magazynowaniem energii. Państwo też zauważyło, że sama produkcja prądu to już za mało. Liczy się jeszcze zarządzanie energią w domu.
Ile czasu dom może działać na magazynie energii
Tu nie ma jednej odpowiedzi, i każdy, kto obiecuje konkretne liczby bez analizy zużycia, trochę upraszcza temat. Dom jednorodzinny może zużywać wieczorem 2 kWh, ale może też pobierać 8-10 kWh w kilka godzin, jeśli włączy się pompa ciepła, płyta indukcyjna i bojler.
Przykład z praktyki. Rodzina mieszkająca w domu około 140 m², z pompą ciepła i standardowym AGD, potrafi zużyć zimowym wieczorem nawet 12-15 kWh. Jeśli ich magazyn ma pojemność użytkową 10 kWh, trudno mówić o całonocnym zasilaniu. Za to przy awarii trwającej dwie czy trzy godziny taki system sprawdza się bardzo dobrze.
Inaczej wygląda sytuacja latem. Wtedy instalacja fotowoltaiczna nadal produkuje energię w ciągu dnia i może na bieżąco doładowywać akumulator. O ile oczywiście system ma funkcję pracy wyspowej. W praktyce dobrze skonfigurowany układ potrafi utrzymać podstawowe urządzenia przez wiele godzin, a czasem nawet dłużej.
Mam zresztą wrażenie, że część klientów podchodzi do magazynu energii jak do generatora awaryjnego. To błąd. Taki system ma przede wszystkim zwiększać autokonsumpcję i ograniczać zależność od sieci, a dopiero później pełnić funkcję zabezpieczenia podczas awarii.
Na co zwrócić uwagę przed zakupem instalacji
Najważniejszy jest sposób działania całego układu, nie tylko pojemność baterii. Dobry projekt zaczyna się od analizy zużycia energii, godzin największego poboru i określenia, które urządzenia mają działać podczas zaniku napięcia.
W praktyce warto sprawdzić kilka rzeczy. Czy falownik obsługuje tryb backupu? Ile trwa przełączenie na zasilanie awaryjne? Czy instalacja zasili cały dom, czy wybrane obwody? Jaka jest realna pojemność użytkowa akumulatora? Różnice między producentami bywają spore.
Eksperci z Defro Energy zwracają też uwagę na jeszcze jedną rzecz, temperaturę pracy baterii. W teorii większość magazynów działa podobnie. W praktyce zimny garaż albo nieogrzewane pomieszczenie gospodarcze potrafią obniżyć sprawność systemu bardziej, niż inwestor zakładał przy podpisywaniu umowy.
Istotna pozostaje także kwestia serwisu i kompatybilności urządzeń. Rynek mocno urósł, pojawiło się mnóstwo nowych marek, ale nie każda firma ma w Polsce zaplecze techniczne. A przy magazynie energii serwis po kilku latach może mieć większe znaczenie niż sama cena zakupu.
Kiedy magazyn energii naprawdę się opłaca
Nie każdemu. I to warto powiedzieć uczciwie. Jeśli ktoś ma niewielkie zużycie energii, pracuje poza domem przez większość dnia i nie korzysta z energochłonnych urządzeń, zwrot z inwestycji może być dość długi.
Sytuacja zmienia się przy większej autokonsumpcji. Pompa ciepła, klimatyzacja, ładowanie samochodu elektrycznego, praca zdalna, wysokie ceny energii po zmroku. W takich warunkach magazyn energii zaczyna mieć realny sens ekonomiczny. Zwłaszcza gdy część kosztów pokrywa program „Mój Prąd”.
Najbardziej przekonuje mnie jednak coś innego. Spokój. Nie chodzi nawet o oszczędności liczone co do złotówki, tylko o świadomość, że podczas awarii nie gaśnie cały dom, router nadal działa, a ogrzewanie nie przestaje pracować przy pierwszym większym problemie z siecią.
I właśnie dlatego magazyn energii przestaje być gadżetem dla entuzjastów technologii. Coraz częściej staje się po prostu elementem rozsądnie zaprojektowanego domu.
– artykuł sponsorowany



Komentarze
Brak komentarzy