Nasze felietony: Własny punkt widzenia (37). Wystąpić przeciw ruskim źle, przeciw Stanom jeszcze gorzej. Jak się nie obrócić, d... z tyłu!

Nasze felietony: Własny punkt widzenia (37). Wystąpić przeciw ruskim źle, przeciw Stanom jeszcze gorzej. Jak się nie obrócić, d... z tyłu!

Głos wołającego na puszczy

W nowożytnej historii świata Europa nie wymyśliła nic lepszego nad Unię Europejską, która miała być gwarantem jej dobrobytu i bezpieczeństwa, i układ ów działał, do czasu. Wszystkie kraje postkomunistyczne, a w szczególności Polska, winny mieć tego świadomość, bowiem nigdy wcześniej kraj nasz nie był tak bezpieczny i tak zasobny, jak obecnie. NATO i UNIA, dwa filary bezpieczeństwa. Jak pięknie wszystko to wygląda w zapisach (na papierze otwarte granice, wspólny rynek i jeden za wszystkich…), a co z rzeczywistością?

W czasach pokoju banalne kłótnie o zakrzywienie ogórków czy bananów można traktować jak anegdotę, ale szło się dogadać. Zaś kiedy poszło o finanse i bezpieczeństwo, to sprawa zaczęła się komplikować. Pierwsze rysy zaczęły się pojawiać, kiedy w niektórych krajach do głosu zaczęły dochodzić ugrupowania nacjonalistyczne, ultraprawicowe, wrogie Wspólnocie. Ich populistyczne, narodowościowe hasła znalazły poklask najpierw pośród radykałów, a z czasem zaczęły docierać do szerszej rzeszy społeczeństwa, znudzonego „stagnacją”. To całe pieprzenie o tożsamości narodowej, historii i tradycji, to zwykła ściema jest, demagogia skierowana na poklask rządnych przygód odszczepieńców lubo płatnych popleczników Kremla. Jakich słów, jakich zaklęć, jakich argumentów trzeba użyć, aby otworzyć oczy zmanipulowanym obywatelom?

Obecna sytuacja geopolityczna to efekt długofalowych działań Moskwy, i jest ona po stokroć bardziej niekorzystna dla Europy, niż rok temu. Jeszcze do niedawna wiedzieliśmy, kto wróg, kto przyjaciel. Teraz już nie jest to takie oczywiste. Dotychczasowy żyrant pokoju dokonał niespodziewanej wolty i lekko zakantował, stawiając prawo moralne nad prawo międzynarodowe. Inny problem dla Zjednoczonej Europy stanowią co poniektóre kraje dawnych demoludów, w których (na wzór Rosji) oligarchia przejęła władzę i próbuje podkopać fundamentu Unii. Gdyby nie wybory z 2023 roku, zapewne dzisiaj mielibyśmy podobny ustrój i antyunijną opcję, z kursem obranym na wschód.

Słaba Unia, słaba Unia, słyszy się z prawa i z lewa. A jaka ma być, kiedy zewnętrzni, a przede wszystkim wewnętrzni wrogowie ryją pod nią? Gdzieś wyczytałem apel jakiegoś włoskiego pisarza do Donalda Tuska, z prośbą o wzięcie spraw w swoje ręce i zdynamizowanie unijnych działań. Przytacza on sytuację Polski sprzed wybuchu II wojny światowej, gwarancje itd., a jak przyszło co do czego, zostaliśmy sami. Drugi raz taka sytuacja nie może się powtórzyć. Nigdy więcej! Unia Europejska (jaka by ona nie była, ze wszystkimi swoimi wadami) jest naszym jedynym gwarantem, ale to Polska musi ją ożywić i postawić na nogi. Ze wszystkich krajów postkomunistycznych to my, z racji położenia oraz potencjału ekonomiczno-militarnego, jesteśmy zobowiązani do zmobilizowania Europy do zajęcia przynależnego jej miejsca we współczesnym świecie. Nasz żywotny interes i nasze bezpieczeństwo leżą w rękach Unii, ale sygnał musi wyjść od NAS! Każdy dzień, każdy miesiąc bicia piany, to strata czasu i woda na młyn naszych wrogów. Czas na konkrety!

 

Pocałunek śmierci

W połowie stycznia wieść o spotkaniu na Jasnej Górze pierwszego obywatela RP ze „związkiem zawodowym kiboli” zelektryzowała światową opinię publiczną i wywołała niemałą konsternację wśród polityków. Dziwuje mnie stanowisko władz kościelnych i samego sanktuarium, ale co tam. „Pecunia non olet”. Bo tak na chłopski rozum, wbrew obiegowej opinii i po głębszym zastanowieniu się nad fenomenem, którego byliśmy świadkami, można dojść do wniosku, że środowisko kiboli to nie banda troglodytów, dla których przemoc i występek to chleb powszedni, a baranki pokoju i szczerzy patrioci, organizacja użytku publicznego legitymizowana przez prezydenta, kler i część prawicowego społeczeństwa.

Podążając tym tokiem myślenia, sutenerzy, czyściciele kamienic, alfonsi, złodzieje samochodów, dilerzy, prostytutki itd., którzy zrzeszą się w organizację społeczną czy inny NGO-s, będą przyjmowani na salonach, otrzymają regon, zostaną wpisani do rejestru firm i legalnie będą mogli działać na rynku, za przyzwoleniem Urzędu Skarbowego, CBA i błogosławieństwem proboszcza. Wiem, wiem, kibole jeszcze się nie sformalizowali, nie zrzeszyli, ale samo przyzwolenie na legalne funkcjonowanie tych grup, to już nadużycie. A prezydencki, honorowy patronat nad tym środowiskiem, to policzek dla państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego.

Na domiar złego, są w Polsce środowiska polityczne, które nie widzą nic złego w takiej, pozarządowej aktywności Tadeusza Batyra. A szkoda, bo głowa państwa to nie reprezentant tych czy innych partii i środowisk, a całego społeczeństwa, i kraju. Niedawna wizyta prezydenta na Wyspach była tego znamiennym przykładem.

PS Jak cię widzą, …to cię unikają.

 

Między młotem a kowadłem

Ciężka łaźnia czeka ten nasz nieszczęsny kraj, bo jak się nie obrócić, … …! Ileż to racji ma ta nasza Europejska Wspólnota? Co kraj to obyczaj, każdy chce coś ugrać dla siebie. I nie dziwota, w końcu „bliższa koszula ciału”. Ale są też wartości uniwersalne, ponad podziałami, które cementują Unię. Ble, ble o demokracji i prawach człowieka, wolność, równość i braterstwo to zdarta płyta jest, co nie znaczy, że się zdezaktualizowała, bo to takie imponderabilia są, wartości ponadczasowe, uniwersalne, ale ulotne. Gdy je mamy, nie potrafimy ich docenić, ale kiedy ich zabraknie, gotowi jesteśmy życie za nie oddać.

Tymczasem sytuacja geopolityczna stawia przed naszym krajem coraz trudniejsze wyzwania, którym niełatwo sprostać, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Aby pozostać wiarygodnym i lojalnym członkiem Wspólnoty, Polska musi dokonywać wyborów. Wyborów, które zapewnią obywatelom bezpieczeństwo i dobrobyt gospodarczy. Ale jako członek Unii i NATO, musi też wypełniać zobowiązania wynikające z podpisanych traktatów. Obronność, bezpieczeństwo i nienaruszalność granic to teraz najważniejsze wartości, o które trzeba kruszyć kopie. Wojna w Ukrainie to jedno zagrożenie, które przez cztery lata nam spowszedniało, ale miecz Damoklesa ciągle wisi nad nami.

Wysłać wojska rozjemcze do Ukrainy, jak sugeruje NATO, to sprawa wielce kontrowersyjna. Ruscy tylko czekają, żeby zarzucić nam kryptoaneksję kresów, a to woda na ich propagandowy młyn, czego koalicjanci nie do końca rozumieją. To dlatego nie chcemy dawać ruskim pretekstu, czym narażamy się na utratę wiarygodności i zaufania w oczach partnerów. Wizerunkowo tracimy, ale to cena, którą musimy zapłacić za status quo. Na dniach do tego międzynarodowego „blamażu” doszedł kolejny: sprawa z obroną Grenlandii, a przede wszystkim integralnym terytorium Unii, do obrony którego zobowiązani jesteśmy jako członkowie Wspólnoty i NATO.

I tu pojawia się kolejny problem: opowiedzieć się za Unią, to postawić się Ameryce, państwu, które jest naszym parasolem ochronnym przeciw Rosji. Jak wybrać, co wybrać? Stanąć ramię w ramię z tymi, którzy wysłali kontyngenty na Grenlandię – chwalebny gest, ale konsekwencje jakie? Widziałem, z jaką pogardą Trump wyrażał się o Unii i o państwach, które wykonały ten symboliczny gest, jak straszył je cłami. Cóż, jest akcja i reakcja, cła to miecz obosieczny… Nie strasz, nie strasz… – odpowiada Europa, i ma rację. Sądzę, że nasz rząd najmniej martwi się cłami, ale bezpieczeństwo mogłoby być zagrożone. Z drugiej jednak strony, czy te gwarancje to pewnik, czy może tylko zasłona dymna? Z mieszkańcem Białego Domu teraz nic nie wiadomo. A wizerunkowo znowu tracimy. Wystąpić przeciw ruskim źle, przeciw Stanom jeszcze gorzej. Jak się nie obrócić, dupa z tyłu!

 

Czemu On to robi?

Wielkie wyróżnienie i wielki honor spotkał nasz kraj. Oto prezydent Trump, w swej roztropności i trosce o losy świata i naszej ukochanej ojczyzny, doszedł do wniosku, że obecne instytucje stojące na straży bezpieczeństwa globu są niewystarczająco kompetentne, i postanowił powołać do życia własny organ, który w końcu stanie na wysokości zadania. A jednym z jego filarów będzie nasz orzeł, Tadeusz Batyr. Co prawda od dłuższego już czasu mówi się o ONZ, jako instytucji nieco skostniałej i anachronicznej, nienadążającej za dynamiką świata, ale wciąż jej głos jest słyszalny, tylko jakby zza grobu (tu mi się nasuwa analogia do Ligi Narodów).

Dzięki za troskę o losy świata, dzięki za zaproszenie naszego prezydenta, to wielkie wyróżnienie! Już sobie wyobrażam Tadzika palącego fajkę pokoju albo dającego w dziąsło z Putinem czy Łukaszenką, i innymi tuzami. Bolesny policzek dla Kim Dzong Una i ajatollaha, to też perfidny gest, a miało być obiektywnie (klucz doboru towarzystwa do stołu z powyłamywanymi nogami jest tajemnicą gospodarza). Nasz kur zapiał z zachwytu i zagdakało w kurniku. Miliard dolarów czesnego to nie w kij dmuchał, ale stać mnie… Taka nobilitacja prezydenta! No i nie zapominajmy o państwie, ono też jest ważne. A państwo powiedziało: i owszem, to ciekawa inicjatywa, godna zastanowienia, ale potrzeba czasu i pogłębionej refleksji, ble, ble, ble. Zacietrzewiony prezydencki minister nie omieszkał przypiąć łatki rządowi, że niekonkretny, pokrętny, enigmatyczny, że tak nie prowadzi się polityki, a zwłaszcza dyplomacji…

Talleyrand, a to był mistrz nad mistrze, rano był na tak, w południe na nie, wieczorem zaś nie miał zdania, czego dowodem są słowa (pytanie) innego wybitnego dyplomaty tamtych czasów, Metternicha, po jego śmierci: „Czumu on to zrobił”? Trump działa podobnie, też zmienia zdanie, tylko z całkiem innych powodów. I też nie będzie bezprzedmiotowym pytanie: czemu on to robi? Zaprasza ludzi, nie reprezentantów państw, sobie zaś zarezerwował dożywotkę na stolcu przewodniczącego. Oczami wyobraźni widzę Putina, jak drapie się po łysinie i zadaje sobie pytanie: czemu on to robi? A odpowiedź jest prosta – On chce być Noblistą!

 

Ziemia nie znosi próżni, a jeszcze bardziej próżności

Proste, a jakże wymowne słowa księdza Twardowskiego: „W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze, to nie jest dobrze”. Nie trzeba być filozofem, aby po przeprowadzeniu prostej egzegezy tej sentencji dojść do wniosku, że równowaga w świecie to podstawowa wartość, na której opiera się jego stabilny porządek. Jeszcze do niedawna ogólnoświatowa wojna była jedynie katastroficzną fikcją literacką i skrytą mrzonką co poniektórych satrapów, nietraktowaną poważnie. Ale wraz z upływem lat, to co zdawało się być nieprawdopodobnym, zaczęło się materializować i nabierać realnych kształtów.

Kto by pomyślał, że słowa prostego teologa poety wywrą tak piorunujące wrażenie na możnych tego świata, i będą tak sprawcze, że doprowadzą do gruntownego przemeblowania dotychczasowego porządku świata. Sytuacja ta, to wspaniały przykład wykorzystania myśli humanistycznej w technokratycznej rzeczywistości (teorii w praktyce). Pewności nie ma, jakie będą tego skutki, ale zaangażowanie i wielopłaszczyznowość podejścia do tematu świadczą o nad wyraz poważnym jego potraktowaniu. Bardzo subiektywna optyka postrzegania świata stworzonego przez cywilizację Zachodu sprawia, że stosowane przez reformatorów, eksperymentatorów środki zaradcze są równie subiektywne, co nieprzewidywalne, ale niechybnie gwarantujące destabilizację dotychczas obowiązującego status quo na długie lata, albo i dłużej.

Do tego, co było dobre, jeden czy drugi i kolejni włodarze mocarstw wprowadzają coraz to nowe elementy destabilizujące dobro, ukryte pod płaszczykiem marazmu, w nadziei, że staną się one spirytus movens nowego ładu. Machiavelli wymyślił, że to cel uświęca środki. W przypadku destabilizacji świata cel jest wspólny dla wszystkich decydentów, tylko środki inne… Militarny sposób Putina, jako niehumanitarny, jest potępiany przez światową opinię publiczną, ale jest skuteczny. Tyle, co on nabroił, to mało kto… Ekonomiczne uzależnienie przez Xi Jinpinga połowy światowych gospodarek, to inna metoda na rozprawienie się z równowagą. Droga może mniej brutalna, ale równie skuteczna, co militarna, przy zachowaniu minimum cywilizacyjnych pozorów międzynarodowej współpracy. Jeszcze inny diaboliczny sposób wysadzenia świata w powietrze, tak samo perfidny albo i bardziej niż dwa poprzednie, to rozwiązanie Trumpa: negowanie obowiązującego prawa międzynarodowego, wszelkich jego zapisów i sojuszy oraz podważanie nienaruszalności granic, przy obarczaniu za zaistniały stan rzeczy wszystkich wokół, przy minimum krytyki własnej osoby i bez zachowywania pozorów psychicznej równowagi.

Trudna do pojęcia logika i konsekwencja współpracy światowych supermocarstw przy rozmontowywaniu dotychczas obowiązującego ładu, to inicjatywa globalna, godna podkreślenia, świadcząca o hipotetycznej możliwości kumulacji potencjału ekonomiczno-militarnego w chwili zewnętrznego zagrożenia, bez względu na polityczny interes. Co prawda na ten czas inwazja kosmitów nam nie grozi, ale świadomość integracji wobec wspólnego wroga, to niejedyny pozytywnych skutek przemian zachodzących w wyniku destrukcji świata. Zło, jakie czai się za rogiem, to zwiastun przyszłego dobra, na które wszyscy musimy zapracować. Dlatego nie ma co padać duchem – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło!

PS A tak swoją drogą, to ksiądz Twardowski powinien uważać na słowa. Niby mądrze powiedział, ale ile teraz z tym kłopotów… Czemu nikt z równą determinacją nie stosuje się do innych Jego słów – „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”?

 

Ostatni bastion

Jakie przyczyny złożyły się na obecną geopolityczną sytuację świata? Nie wiem, ale musiały być palące i ważne, skoro wygląda ona tak, jak wygląda. Jakiś niepokojący trend wkradł się do wielkiej polityki i narzucił jej swoją nachalną narrację. Imperializm jako żywo z drugiej połowy XIX wieku odrodził się i coraz głośniej przedstawia swoje racje, potrzebę zrewidowania dotychczasowego porządku i zastąpienia go nowym. Co było z nim nie tak, że zaczął zawadzać co poniektórym politykom, którym ubrdało się w głowach, że na gruzach liberalnej demokracji zbudują nową rzeczywistość, na wzór dawnych autokracji?

Jedynowładztwo to ambicje megalomanów, egoistów i narcyzów. Rzeczywistość, jaką próbują stworzyć, daleko odbiega od humanistycznych idei oświecenia, które wieki temu stawiały ludzkość na nowe tory, a teraz są wstydliwym przeżytkiem. Skąd wzięło się pragnienie powrotu do autorytaryzmu? Rozumiem jednostki, których chore ambicje są ich osobistą bolączką, a ich realizacja obsesją, ale na to zaradzić może jedynie lekarz specjalista. Nie rozumiem zaś milionów obywateli, którzy omamieni demagogią utwierdzają te osoby w przekonaniu, że to jest właściwy kierunek. Na to się godzą, podają rękę satrapom! Ustroje różnych państw, mimo że w nagłówku mają zaznaczone: demokratyczne – to stan tejże demokracji bywa diametralnie różny. Bo wszędzie tam, gdzie występuje dyktat jednej osoby, nie ma mowy o demokracji.

Nie jest tajemnicą, że każdy władca ogranicza prawa jednostki do minimum, bo one są mu zawadą na drodze do realizacji prywaty. Dziwi za to owczy pęd obywateli do powrotu do tej formy rządzenia i brak szacunku do historii. Wielka Rewolucja Francuska, Rewolucja Październikowa, Chińska i szereg pomniejszych, były reakcją na tyranię, a teraz społeczeństwa zatęskniły za restauracją rodzinnych interesów? Ta wyśmiewana przez wszystkich Unia Europejska, to jedyna ostoja demokracji, gdzie swobody obywatelskie i prawa obywateli są niepodważalne, i nikt do ludzi nie strzela z powodu odmiennych poglądów. Może i żyjemy w skansenie demokracji, ale to obecnie jedyne miejsce na świecie, gdzie to słowo semantycznie pokrywa się z rzeczywistością, którą opisuje. Dlatego wszyscy powinniśmy czuć się dumni z bycia Europejczykami, a oszołomom kij w mrowisko. Albo w oko…

 

„Mowa jest srebrem…”

To ci dopiero heca. Prezydent supermocarstwa obraził się na marszałka sejmu państwa koalicjanta za to, że ten nie wyraził poparcia dla jego kandydatury do Pokojowej Nagrody Nobla! Dziwnego przywódcę wybrali sobie Amerykanie, pyszałka, narcyza i megalomana z wyraźną nutą egocentryzmu – i nie są to zalety w puli ludzkich cechach osobowości – który wymusza na słabszych określone zachowania. Reakcja ambasadora Rose’a na słowa jakiegoś kmiota, który miał odwagę i czelność wyrazić swoją opinię, stając w obronie honoru polskich żołnierzy, to jasny dowód na dysproporcje we wzajemnym traktowaniu się na arenie międzynarodowej – silny może więcej.

Partnerstwo, jak to komicznie brzmi! Kto z kim partnerem? To tylko tak się mówi, tak brzmi język dyplomacji, a rzeczywistość jest o wiele bardziej brutalna. Mały musi słuchać i potakiwać, a nie zabierać głos. Patrz Tadeusz Batyr vel Nauroki. On pójdzie na wszystko, wejdzie wszędzie, byle przypodobać się Trumpowi, i takie relacje to się rozumie. Miliard dolarów wyłożyć na wyimaginowaną Radę Pokoju – proszę bardzo, a co mi tam, przecież nie moje. Stanąć murem, jako zwierzchnik sił zbrojnych, za żołnierzami, którzy zginęli na misjach, i ich rodzinami – gdzie tam, Trump nie miał tego na myśli, nie Polaków – tłumaczy. Zatem kogo? Czy wyszydzanie śmierci żołnierzy dekowników z innych państw było na miejscu?

Czasem nawet prezydent powinien konsultować wypowiedzi z rozumem, bo bycie pierwszą osobą jakiegoś kraju nie zwalnia z myślenia. A u nas, i w wielu innych państwach, od jakiegoś czasu stało się to normą. Już sobie wyobrażam emocjonalne napięcie wśród członków Noblowskiej Kapituły. Zerwanie stosunków z Norwegią zależy od „niezależnej” decyzji szanownego gremium – „Mercedes może być w każdym kolorze, pod warunkiem że będzie czarny”.

 

„To nie tak miało być…”

Ledwie rok minął od przejęcia rządów przez Donalda Trumpa, a świat oszalał, zdestabilizował się, rozhuśtał jak Ocean Spokojny podczas cyklonu. A nie tak miało być! Miał być antycyklon, remedium na globalne bolączki i oliwa na wzburzone fale. Tymczasem buja coraz bardziej, żywioły szaleją i zmieniają ziemski klimat (w jednych miejscach temperatura rośnie, zaś w innych spada) na coraz mniej przyjazny dla człowieka. Bo kto widział, żeby podgrzewać atmosferę na Grenlandii, a schładzać Golfsztrom. To może doprowadzić do anomalii pogodowych i zaburzyć transatlantycką cyrkulację… Taka sytuacja może przebiegunować „pole magnetyczne” i wywrócić świat do góry nogami, a nawet postawić go na głowie! W Europie już robi się gorąco, a na antypodach małe kangurki wypadają z toreb. To dopiero początek zmian klimatycznych, zobaczymy, co będzie dalej.

Skoro już mowa o klimacie, to nie sposób pominąć gęstniejącej atmosfery wokół Ameryki, jej przywódcy oraz jego środowiska. Sposób uprawiania polityki przez rezydenta Białego Domu jest – żeby nie urazić – niekonwencjonalny, co sprawia, że opinia publiczna nie nadąża i nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Przez nieświadomość i niezamierzone niezrozumienie prawdziwych intencji apologety światowego pokoju, reaguje w nieodpowiedni sposób – nazbyt emocjonalny – co wywołuje uzasadnione frustracje w osobie pierwszego obywatela świata. Wystarczy – w taki czy inny sposób – sprzeciwić się jego zamysłom, a najlepsze nawet międzypaństwowe relacje szlag w jednej chwili trafi, i nie będzie to z winy owego orędownika pokoju. Cóż, taka przypadłość, egocentryzm i megalomania.

A wystarczyłoby okazać szacunek, wdzięczność oraz zrozumieć, i zaakceptować modus operandi wspomnianego polityka, i szafa gra! Czy to tak wiele, żeby poprawić klimat wzajemnych stosunków? Chce Nobla, dać mu Nobla, chce zostać Misterem Uniwersum, niech będzie, Oskara – czemu nie, przyznać! Skoro Paryż wart był mszy, czemu POKÓJ nie ma być wart kilku tytułów? Kawaler Orła Białego też by nie zawadził, i Czarzasty wróci do łask. A temu Rose, na przeprosiny, Virtuti… Czemu demokratyczny świat odwraca się od Stanów i wygwizduje Vance’a? Pycha z tronu spycha!

Waldemar Golanko

 

Zobacz też poprzedni odcinek felietonów pana Waldemara:

Nasze felietony: Własny punkt widzenia (36). W obliczu dobrodziejstw i niezaprzeczalnych korzyści płynących z wojen, nie sposób jest ich nie wywoływać!

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Komentarze

    Brak komentarzy