Czy były prezes PEC naraził spółkę na straty?

Czy były prezes PEC naraził spółkę na straty?

BIAŁA PODLASKA Na spore tegoroczne koszty naraził spółkę miejską PEC były prezes Aleksander Kompa poprzez działania realizowane w roku 2018. Okazuje się, że nie zakupił uprawnień do emisji dwutlenku węgla, gdy te były w dobrej cenie, przez co dziś spółka płaci za nie kilkakrotnie więcej. Do tego podpisał niekorzystne umowy, finansował budowę kościoła i po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie media sprzyjające Dariuszowi Stefaniukowi.

Spółka miejska PEC spala rocznie ok 28 tys. ton węgla rocznie. – Za jedną tonę spalonego węgla liczy się dwie tony dwutlenku węgla. Musimy więc wykupić uprawnienia do emisji. W styczniu ubiegłego roku kosztowały 7 euro za tonę, więc przy około 60 tysiącach ton dwutlenku węgla wynosiło to 413 tys. Mnożąc przez średni kurs 4,39 zł wychodziło 1,75 mln zł rocznie. W połowie ubiegłego roku cena wynosiła już 14 euro za tonę, a wciąż były zapowiedzi, że cena będzie jeszcze wzrastać. I rzeczywiście tak było, bo pod koniec roku wynosiła już ponad 20 euro za tonę. Obecnie prognozy są takie, że mogą dojść do nawet 35 euro za tonę – informuje Sebastian Paszkowski, wiceprezes PEC. – Gdyby poprzedni prezes był zapobiegliwy, to patrząc na finanse spółki i mając na plecach inwestycję związaną z biomasą, zakupiłby zapas pozwoleń – dodaje.

Tymczasem Kompa korzystał z nagromadzonych w poprzednich latach bezpłatnych uprawnień i nie pomyślał o zakupie na kolejny rok. A te można było nabyć na kolejny rok na zapas, gdy cena była jeszcze stosunkowo niewysoka, przez co spółka wydałaby o ponad połowę mniej. Na dodatek PEC miało na to pieniądze, więc tego typu zakup nie stanowiłby problemu. Niestety, prezes Kompa o to nie zadbał.

Nowe władze spółki zakupiły uprawnienia, wychwytując chwilowy spadek ceny, i zapłaciły za nie 21 euro za tonę, korzystając także z przysługujących im darmowych uprawnień. Całe to zamieszanie z zakupami na przełomie ubiegłego i obecnego roku spowodowało dodatkowy koszt dla spółki sięgający 1,5 mln zł, którego nie da się zrekompensować, gdyż PEC nie ma dodatkowych źródeł finansowania.

Obecny prezes Franciszek Afaltowski, który od wielu lat pracował w spółce, nie może się nadziwić, że równie doświadczony poprzednik, nie pomyślał o jej kondycji finansowej w przyszłym roku. Od Afaltowskiego dowiadujemy się, że zakup pozwoleń do emisji dwutlenku węgla to największy wydatek dla spółki, i - co ważne - jest zupełnie niezależny od lokalnych uwarunkowań. Jedyne, co można zrobić, to obserwować rynek i reagować na ceny rynkowe.

Prezes Kompa zastanawia się - dlaczego PEC nie kupiło pozwoleń w lutym, gdy te w jego opinii kosztowały 18 euro za tonę. – Wtedy należało rozliczyć rok 2018 i kupić nawet na cały 2019 i 2020 rok – podpowiada. Jednak nie odpowiada dlaczego sam nie zrobił zapasu, gdy cena była jeszcze niższa i wynosiła 7 euro. – Nie można tak spekulować, bo, powtarzam, raz ceny idą w górę, raz w dół. Ja nie kupiłem, gdy one rosły, a tak samo można było kupić w lutym, gdy były tańsze – tłumaczy prezes Kompa.

Takich niezrozumiałych decyzji, jak się okazuje, było w spółce więcej.

Czytaj cały artykuł w papierowym i cyfrowym wydaniu tygodnika "Podlasiak" nr 25 od 18 czerwca

Justyna Dragan

Dodaj komentarz

Komentarze

    Brak komentarzy

Zobacz także: