Piosenki Starszych Panów w operowym wydaniu. Magiczny wieczór z koncertem 'Prysły zmysły' w Białej Podlaskiej

Piosenki Starszych Panów w operowym wydaniu. Magiczny wieczór z koncertem 'Prysły zmysły' w Białej Podlaskiej
fot. Istvan Grabowski

Czy po kilkudziesięciu latach piosenki Kabaretu Starszych Panów mogą nadal zachwycać? Okazuje się, że tak, i to zachwycać publiczność, która z tamtymi czasami nie miała żadnego osobistego związku. Koncert „Prysły zmysły”, będący częścią 8. Festiwalu Muzycznego im. Bogusława Kaczyńskiego w Białej Podlaskiej, był najlepszym dowodem na to, że prawdziwa sztuka nie poddaje się upływowi czasu.

Festiwal Muzyczny im. Bogusława Kaczyńskiego od kilku lat konsekwentnie poszerza swoją formułę. Obok opery, operetki i musicalu, pojawiają się inne gatunki sztuki estradowej, a publiczność najwyraźniej tę różnorodność przyjmuje z zainteresowaniem. W tegorocznej edycji znalazło się miejsce zarówno dla baletu, jak i dla piosenek legendarnego Kabaretu Starszych Panów. I trzeba przyznać, że był to wybór znakomity.

Koncert „Prysły zmysły”, który odbył się w piątek 28 sierpnia, pokazał bowiem, że utwory Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego nie są jedynie muzycznym wspomnieniem minionej epoki. Przeciwnie, wciąż brzmią świeżo, inteligentnie i zaskakująco współcześnie. Zmieniają się czasy, obyczaje i język, ale dobry dowcip, piękna melodia, poetyckie słowo i subtelna ironia nie mają daty ważności.

Fenomen Starszych Panów polegał właśnie na umiejętności połączenia rzeczy, które pozornie trudno ze sobą zestawić. Był tam wyrafinowany humor, ale bez dosłowności i taniego dowcipu. Była poezja, lecz pozbawiona patosu. Była elegancja, ale nigdy nie przeradzała się w sztuczność. Był absurd, delikatna kpina z ludzkich słabości, romantyczna melancholia i, co może najważniejsze – niezwykła wiara w inteligencję odbiorcy.

Przybora i Wasowski stworzyli świat, w którym można było żartować z miłości, samotności, codzienności i ludzkich przywar, nie odbierając tym sprawom ich godności. „Adio pomidory”, „Tanie dranie”, „Przeklnij mnie” czy „Na ryby” do dziś zachwycają mistrzostwem języka i muzycznej formy. To piosenki, w których każde słowo ma swoje miejsce, a pozornie lekka zabawa słowem często kryje drugie, a nawet trzecie dno.

Nic więc dziwnego, że twórczość Starszych Panów wciąż inspiruje. Zebrane i skatalogowane przez Grzegorza Wasowskiego utwory stały się kanwą koncertu, w którym klasyka polskiej piosenki kabaretowej otrzymała zupełnie nowe, operowe życie.

Na bialskiej scenie wystąpili: sopranistki Marta Mazanek-Matuszewska i Daria Sawczuk, mezzosopranistka Emilia Rabczuk, tenor Mateusz Matuszewski, baryton Paweł Trojak oraz bas Michał Romanowski. Koncert prowadzili z godną podziwu gracją i humorem Patryk Ołdziejewski i Mateusz Sacharzewski. Towarzyszył im sześcioosobowy Orfeo Ansamble, pod kierownictwem Sebastiana Wypycha.

Operowe brzmienie nadało dobrze znanym utworom nowy wymiar. Piosenki, które kiedyś kojarzyły się przede wszystkim z aktorską interpretacją i telewizyjnym kabaretem, zabrzmiały pełniej, bardziej koncertowo, a chwilami wręcz lirycznie.

„Piosenka jest dobra na wszystko”, „Kaziu, zakochaj się”, „Bo we mnie jest seks”, „Shimmy Szuja”, „Zosia i ułani” czy „Embarrass” przypomniały, jak niezwykły był to repertuar. W nowych aranżacjach nie stracił on jednak swojej najważniejszej cechy – wdzięku. Było w tych wykonaniach miejsce na: humor, dystans, czułość i teatralność. Była także muzyczna klasa, która sprawiła, że koncert nie stał się jedynie nostalgiczną podróżą do przeszłości.

I chyba właśnie w tym tkwi największa wartość Kabaretu Starszych Panów. Nie trzeba znać realiów Polski sprzed kilkudziesięciu lat, aby zrozumieć ich piosenki. Nie trzeba pamiętać dokonań Kaliny Jędrusik, Ireny Kwiatkowskiej, Barbary Krafftówny, Wiesława Michnikowskiego, Bogdana Łazuki, Mieczysława Czechowicza czy Edwarda Dziewońskiego, by docenić kunszt tekstów Przybory i muzyki Wasowskiego. Ich twórczość przetrwała, ponieważ mówi o sprawach niezmiennych: miłości, tęsknocie, zauroczeniu, rozczarowaniu, samotności, ludzkich słabościach i potrzebie bliskości. A wszystko to zostało podane z uśmiechem i bez cienia nachalności.

„Prysły zmysły” nie były więc wyłącznie koncertem wspomnień. Stały się dowodem na to, że artystyczna jakość nie starzeje się tak szybko jak mody, konwencje i telewizyjne formaty. W czasach, gdy kultura popularna często stawia na dosłowność i natychmiastowy efekt, twórczość Starszych Panów przypomina, jak wiele może zdziałać niedopowiedzenie, aluzja, dobrze postawiony przecinek i melodia, która nie potrzebuje krzyczeć, by zostać zapamiętaną.

Bialscy melomani otrzymali zatem coś więcej, niż efektowny wieczór muzyczny. Zapewniono im spotkanie z twórczością, która mimo upływu lat zachowała swój blask. A entuzjastyczna reakcja publiczności była najlepszym potwierdzeniem, że Starsi Panowie wcale się nie zestarzeli. Zestarzały się jedynie czasy, w których ich twórczość powstała. Sam jej czar pozostał.

I może dlatego tytuł koncertu „Prysły zmysły” zabrzmiał tego wieczoru nieco przewrotnie. Bo jeśli coś rzeczywiście prysło, to z pewnością nie zmysły publiczności. Prysły raczej obawy, że dawne piosenki nie przemówią do współczesnego odbiorcy. Przemówiły. I to bardzo wyraźnie.

Istvan Grabowski

zdjęcia Istvan Grabowski

Czytaj też:

Opera, operetka i musical w bialskim amfiteatrze. Zachwycający początek 8. Festiwalu im. Bogusława Kaczyńskiego

Radziwiłłowie, fałszywe dokumenty i sekrety dawnej Białej. Nowy spektakl Teatru Słowa znów ożywił historię miasta

Dodaj komentarz

Komentarze

    Brak komentarzy