Podlasiacy pozytywnie zakręceni: Wiejski guru od kultury

Podlasiacy pozytywnie zakręceni: Wiejski guru od kultury

Kazimierz Kusznierów swoje pasje zaszczepia w młodzieży

Trudno znaleźć w gminie drugiego takiego oryginała, który przez ponad czterdzieści lat byłby wierny jednej pasji. Zamiast umówić się ze znajomymi na kieliszek czegoś mocniejszego, Kazimierz Kusznierów woli siedzieć w domu i pisać do późnych godzin nocnych.

Kazimierza znają dobrze nie tylko w rodzinnej Lubence, gdzie uchodzi za miejscowego guru. Zna się na wszystkim, a najwięcej chyba na wiejskiej kulturze. Można powiedzieć, że zjadł na niej zęby. W latach 70. otworzył w budynku zamkniętej szkoły punkt biblioteczny, a nieco później klub kultury. Na początku była to placówka podległa Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej Prasa-Książka-Ruch. W latach 90. przemianowano ją na Wiejski Dom Kultury. Ludzie podziwiają go też za świetną organizację, nietypowe pomysły i wiarę w ich powodzenie. Optymizmu mu nigdy nie brakuje, choć za dnia musi obrobić kilkanaście hektarów ziemi.

Reżyser, scenograf i aktor w jednej osobie

Dzięki niemu żadna wieś w powiecie bialskim nie może pochwalić się tyloma osiągnięciami, co Lubenka. Bez Kusznierówa nie byłoby: "Herodów", z którymi miejscowa młodzież objechała połowę Polski, widowisk obrzędowych nagradzanych m.in. na Sejmiku Wsi Polskiej w Tarnogrodzie, ani wielopokoleniowego zespołu Czeladońka. Wielokrotnie wystawiał on cieszące się rozgłosem widowiska: "Sobótki", "Zielony Gaik", "Wereję" i "Obchód pól". Kazimierz sam pisał scenariusze, które potem były częściowo improwizowane. Nie zapominał przy tym o ludowych przekazach.

Od kilku lat społecznik pracuje przy tworzeniu plenerowego amfiteatru. Gdy wieś dostała grant z fundacji polsko-amerykańskiej, ludzie deklarowali pomoc przy budowie sceny i chat do miniskansenu. Zapał jednak szybko opadł i na Glinkach, gdzie powstawał amfiteatr, spotkać można było głównie Kazimierza w towarzystwie kobiet. Tylko one czują respekt przed guru i chętnie mu pomagają. Wspólnymi wysiłkami stanęło kilka chat krytych strzechą, dworek dla gości, wiatrak, dwie fosy wodne z wysepkami, domek Czarownicy oraz scena do organizowania koncertów i spektakli. Można by zrobić więcej, tylko brakuje pieniędzy, a gmina nie spieszy z pomocą. Ale amfiteatr latem i tak tętni życiem, a Kazimierz gra w nim pierwsze skrzypce. Jest organizatorem, reżyserem, scenografem i aktorem.

Kulturalne zacięcie po matce

Kusznierów wychował się w licznej rodzinie. Z siedmiorga rodzeństwa tylko on pozostał na ojcowiźnie. Reszta wybrała życie w mieście. Rodzina nie była zamożna, ale uzdolniona artystycznie. Zawdzięczała to matce, która jeszcze w okresie międzywojennym ubiegłego wieku udzielała się w Kole Gospodyń Wiejskich, śpiewała i pisała scenariusze programów miejscowego teatrzyku, wystawiającego głównie komedie w Lubence i okolicznych wsiach. Pod okiem matki debiutował Kazimierz, który odnalazł się w Związku Młodzieży Wiejskiej.

Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu Podlasiaka nr 18

Istvan Grabowski

Dodaj komentarz

Komentarze

    Brak komentarzy

Zobacz także: