Pasja zawiodła go w głąb Ukrainy

Pasja zawiodła go w głąb Ukrainy

Człowiek z pasją – tak można powiedzieć o bialskim mistrzu aparatu Adamie Paluchu. Na co dzień fotografuje dzieci, pary czy rodziny, wykonuje portrety oraz zatrzymuje w kadrze zwierzęta oraz naturę. Gdy jednak znajdzie wolną chwilę, jedzie przed siebie, by fotografować wyjątkowe miejsca, nie tylko w Polsce. Niedawno za cel obrał sobie Czarnobyl na Ukrainie.

Przygoda z fotografią rozpoczęła się wiele lat temu, jednak Adam początki pamięta bardzo dobrze. – Pierwszy aparat to było pudełko po zapałkach z wyciętym otworem. To było jakieś 30 lat temu. W ten sposób uczyłem się kadrować. Później była pierwsza Smiena8, następnie radziecki Zenit, po drodze kółko fotograficzne i amatorska ciemnia w ciasnej łazience, a dziś pełnoklatkowa lustrzanka. Po drodze było wiele powrotów i rozstań z fotografowaniem, to był raczej burzliwy związek. Chociaż od dziesięciu lat jestem wierny Canonowi – opowiada w rozmowie z "Podlasiakiem". I deklaruje: – Raczej nie wyobrażam już sobie życia bez fotografowania.

Ludziom spodobały się jego zdjęcia

Pasja przerodziła się jednak w pracę, choć nie do końca zakładał, że tak właśnie się ta przygoda rozwinie.  – To nie był pomysł ani plan na życie, ludziom zwyczajnie podałyby się moje zdjęcia i robiłem ich coraz więcej i coraz częściej – przyznaje.

Nie każdy w życiu ma ten komfort, że praca jest prawdziwą pasją, a realizacja kolejnych zadań przynosi tyle satysfakcji. Pytamy Adama, co daje mu fotografowanie? – Chciałoby się powiedzieć, że daje mi wolność, ale nie do końca tak jest. Kiedy fotografuję, jestem na planie zdjęciowym, to tak – wtedy jestem wolny. Często znajomi czy ludzie obserwujący, jak pracuję, mówią, że jestem wtedy w innym świecie, i chyba coś w tym jest. Natomiast gdy siadam do komputera, aby ogarnąć materiał, to tu kończy się wolność i zaczynają długie godziny ciężkiej pracy i litry kawy. Staram się robić jak najmniej zdjęć, ale najlepiej, jak potrafię, dlatego często to samo zdjęcie obrabiam kilkukrotnie. Wiele razy zaczynam ten sam kadr od nowa i rzadko jestem zadowolony – stwierdza.

Uśmiechy, smutki, rozwiane włosy

Adam Paluch w swoim portfolio ma zdjęcia z różnego rodzaju wydarzeń rodzinnych, prywatne sesje, sesje do programów artystycznych. Znajdziemy tam też zdjęcia natury uchwycone w najpiękniejszych momentach jej rozkwitu. Jednak najbardziej lubi chwytać w kadrze ludzi. – Kocham fotografować twarze, oczy, uśmiechy, smutki, rozwiane włosy. Uwielbiam fotografować dzieci. Chciałbym zacząć wkrótce sesje dziecięce stylizowane na bajki i baśnie czy kultowe filmy. Dzieci są świetnymi modelami, jeżeli podczas sesji zdobędziemy ich uwagę i zaufanie, mamy gwarancję świetnych kadrów pełnych prawdziwych emocji – uważa.

Uwagę przykuwają też zdjęcia z różnego rodzaju wyjazdów. Niedawno postanowił wyjechać w głąb Ukrainy, by poszukać idealnych kadrów w Czarnobylu. Decyzja o wyjeździe tam nie była taka oczywista. Nawet po wyruszeniu w trasę Adam zastanawiał się, czy dobrze robi. – Przez 20 godzin podróży cały czas biłem się z myślami, czy powinienem tam w ogóle jechać. Im bliżej do celu, tym więcej miałem w głowie pytań, na które nie znajdowałem odpowiedzi – wspomina.

W rozmowie z "Podlasiakiem" opowiada o tej wyjątkowej podróży. – Obok siedzi Marek, wideooperator, przed wyprawą tylko kolega, teraz już przyjaciel. Strach zbliża ludzi. Marek zabawia rozmową, żartuje, pozwala odpędzić pytania i przestać myśleć o miejscu, do którego zmierzamy. Wyglądam przez okno, ale krajobraz od godziny się nie zmienia: jest pusto, co kilkadziesiąt kilometrów jakaś malutka miejscowość, a przy drodze stare kobiety i kosze pełne grzybów – wspomina. – Ktoś w autobusie rzucił zdanie: „to czarnobylskie”. Staram się myśleć logicznie, przecież w Polsce też w tym roku obrodziły, dlatego jest ich tak dużo – tłumaczy.

Cały reportaż i fotorelację z tej wyjątkowej podróży znajdziesz w papierowym i elektronicznym wydaniu "Podlasiaka" nr 18

Dodaj komentarz

Komentarze

    Brak komentarzy

Zobacz także: