Nasze felietony: Własny punkt widzenia (38). Donaldzie, coś ty nam uczynił? Pije mnie gumka w majtkach, to też twoja wina!
Inter arma silent Musea (w czasie wojny milkną muzy)
Pomijając fakt, że ten wyścig zbrojeń jest jednym wielkim szaleństwem, to jednak globalna sytuacja polityczna odbija się rykoszetem na naszym kraju i wymusza określone działania. Jakieś niewyobrażalne kwoty na armię, na obronność, kiedy tyle innych palących potrzeb. Czy to aby na pewno właściwa droga? Czy świat nie ma innych zmartwień? Ktoś rozpętał to szaleństwo, a inni muszą się temu podporządkować, i tańczyć, jak im zagrają.
Ponoć jesteśmy dwudziestą gospodarką świata, ale czy nawet w pierwszej priorytetem jest interes społeczny? Nie! Pieniądz robi pieniądz, a wojna to koło zamachowe gospodarki. Oczywiście dla tych, którzy produkują instrumenty zagłady, a nie odczuwają ich skutki. Nasza sytuacja jest na tyle komfortowa, że nie spadają nam na głowy bomby, że mamy ciepłą i święconą wodę w kranach, że kiedy robimy pstryk, mamy światło. Co nie znaczy, że tak niezmiennie być musi! Dlatego od jakiegoś już czasu rządy nasze, zamiast inwestować w sektory cywilne, inwestują w zbrojenia, bo bezpieczeństwo naszego kraju zależy od jego militarnej siły.
Ogromne wydatki na obronność to konieczność, ale muszą one być przemyślane i racjonalne. W przeciwnym razie to wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo nie zmienia potencjału obronnego kraju sterta kijów bambusowych, kiedy świat walczy żelazem. Poprzednia ekipa rządząca kupowała sprzęt wojskowy w wielu egzotycznych krajach, pozostawiając ekonomiczny i militarny aspekt tych transakcji w nonszalanckiej sferze „gentleman’s egreement”, wszak dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach. I to jeszcze mógłbym zrozumieć, tłumacząc sobie, że nasz minister obrony nie jest małostkowy, nie będzie zawracał sobie gitary detalami. Ale sytuacja zmieniła się, kiedy zmieniły się rząd i zwierzchnik sił zbrojnych RP.
Teraz zasady ekonomii zaczęły obowiązywać, a ten, który jeszcze niedawno lekką ręką wydawał państwowe środki na „ślepaki”, teraz najgłośniej oponuje przeciw SAFE, a jego argumentacja, jak jemu podobnych, ma podłoże li tylko polityczne, bezpieczeństwo państwa to rzecz wtórna. Gdyby taki jeden z drugim krzykacz argumentował swoją niechęć do unijnej pożyczki względami socjalnymi, zrozumiałbym, bowiem 44 miliardy euro „psu pod ogon” to szczyt rozrzutności. Ale im nie o to idzie. Sytuacja wymusza na nas zakupy sprzętu obronnego, więc oni to rozumieją, tylko nie na takich zasadach i nie od tego podmiotu. I w ogóle oni lepiej by te pieniądze… roztrwonili. Jeszcze raz przytoczę słowa W. Witosa: „Tam, gdzie kończy się interes partii, zaczyna się interes państwa”!
Chłopcy, przestańcie, bo się źle bawicie…
Nawet taki odsądzany od czci i wiary Owsiak, według niektórych gość spod ciemnej gwiazdy i w ogóle naciągacz, pytał lekarzy i specjalistów: czego wam potrzeba? Mógłby, wzorem niejakiego Błaszczaka, kupić do szpitali mobilne ołtarze, bo to wyposażenie jak najbardziej profesjonalne i przydatne tak czy owak. Ale do ochrony życia potrzebny jest sprzęt specjalistyczny, więc on brnął, drążył i dociekał, jaki sprzęt będzie najbardziej przydatny. I w konsekwencji na salach operacyjnych nie klecha, ołtarz, woda święcona, kropidło i wiatyk stały się siłą sprawczą ozdrowień pacjentów, a lekarze i sprzęt, który on zakupił. I to za jego sprawą dzieją się prawdziwe cuda i wskrzeszani są Łazarze.
Znam przykład gościa, który zapadł na ciężką chorobę i był bliski śmierci, ale się wykaraskał. I choć nie był to Mickiewicz, za życie podziękował Bogu, nie lekarzom. Wiara góry przenosi, to fakt, ale na litość Boską, gdzie leży granica absurdu? To, co dotychczas, to była tylko rozgrzewka. Teraz będzie mocniej, ale analogicznie do potrzeb, tylko z innej beczki.
Księdza Ignacego Skorupkę ani sutanna, ani krzyż, ani wiara nie uchroniły przed bolszewickimi kulami, bowiem kule są materialne, są narzędziem destrukcji – niechby nawet szatana – ale są materią, która wyzwala z nas ducha. Fakt, że to człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi, nie uchronił go przed konsekwencjami śmiercionośnej kuli. Gdyby miał na sobie kamizelkę kuloodporną, na pewno szanse przeżycia miałby większe. I takim to sposobem przechodzimy do meritum.
Program SAFE to unijny program na rzecz europejskiej obronności, którego największym beneficjentem może być Polska. ALE!, zawsze to ale. I tu zaczynają się schody. Zawistna opozycja, która do niedawna piała z zachwytu nad wspomnianym programem, kiedy doszło do jego finalizacji, dokonała niespodziewanej wolty, i za nic mając bezpieczeństwo kraju, nawołuje prezydenta do zablokowania programu. Czy są ku temu jakieś racjonalne przesłanki? Ano nie, ale fakt, że może to pomóc rządzącym w sondażach i umocnieniu pozycji politycznej, jest warunkiem sine qua non takiej postawy.
Ujadanie o zasadzie warunkowości to wytrych, którym chcą otworzyć drzwi do pałacu prezydenckiego, a fikcyjne nakręcanie spirali obaw co do przejrzystości wyboru firm i doboru sprzętu, to czysta demagogia. Czemu na wstępie wspomniałem o Jurku Owsiaku? Ano dlatego, że tamten pytał znawców materii, bo nie chciał wyrzucać pieniędzy w błoto. A opozycja wraz z prezydentem usiłują narzucić własne zasady gry. To nie wojacy mają decydować i składać zamówienia na broń, a politycy! A cóż politycy o tym wiedzą, jakie mają pojęcie o potrzebach armii?
Już ta pisowska sfołocz wykazała się w godzinie próby swoimi kompetencjami, że przypomnę co poniektóre inicjatywy: zakupiła sprzęt bez uzbrojenia i kodów dostępu, respiratory, maseczki, agregaty, a teraz jeszcze doszedł węgiel, który się nie pali. No pięknie! Oni kupiliby statki nawodne, a gdyby zatonęły, tłumaczyliby, że miały być podwodne. Tacy z nich fachowcy. 44 miliardy euro… spora kasa do przytulenia, tylko że poza zasięgiem tych nieudaczników i hochsztaplerów z pis. I to boli! Przyszła próba na Batyra, musi zdecydować, czy wybrać interes kraju, czy partii? Jak myślicie, co wybierze?
Nie stawaj mi na drodze!
Kiedy patrzę na te wszystkie cuda, które stworzyła natura, kedy patrzę na te wszystkie cuda, które stworzył ludzki geniusz, zastanawiam się, co piękniejsze? Ale zaraz nachodzi mnie refleksja, że tak postawione pytanie nie ma sensu. Doceniam jednako kunszt Matki Natury i człowieka, bowiem w jednym i drugim dziele widać palec Boży. Więc nie ma to znaczenia, kto je stworzył, tylko to, jak długo przetrwają.
Kilka lat temu spłonęła Katedra Notre Dame, i to była tragedia dla ludzkości. Ale przypominam, że w czasie II wojny światowej jej kulturowy dorobek ucierpiał niepomiernie w stosunku do całej historii wojen, a jego kilkutysiącletni dobrostan nie stanowił żadnej przeszkody dla barbarzyńców. Wszystko można odbudować. Ale! Czy kopia Mona Lisy będzie tym samym dziełem, co oryginał? No NIE! Katedra Notre Dame stoi, odrestaurowana, może nawet piękniejsza niż była, tylko czy to gotyckie dzieło jest nadal dziełem gotyckim? No NIE! Czy replika Wenus z Milo, nawet najdoskonalsza, będzie tą samą rzeźbą, liczącą dwa tysiące lat? No NIE! To nowe dzieło będzie pozbawione duszy, bo nie było świadkiem historii, a to w niej zaklęty jest duch minionych lat. Bo to, co nas urzeka w historii, ta fascynująca świadomość upływającego czasu i możliwość utożsamiania się z przeszłością.
Popatrz córko, popatrz synu, te dzieła podziwiał Cezar, Homer, Sokrates…, i to coś znaczy. To jest to niematerialne dziedzictwo, którego nie da się odbudować! Odbudowaliśmy Pałac Królewski. Prawda że piękny, ale czy te mury były świadkiem historii. Czy tymi korytarzami, tymi salonami stąpali nasi królowie? No NIE! I to jest smutne! O ile natura już od dawna przegrywa z cywilizacją, to dziedzictwo kulturowe jakoś się broni, ale tylko dlatego, że ludzkość potrafiła powstrzymać się od globalnej zawieruchy. Ale gdyby polityczne interesy wzięły górę nad pięknem, czy taki lub owaki szaleniec powstrzymałby się przed zburzeniem Bazyliki Świętego Piotra, Tadż Mahal itp., gdyby to mogło przynieść mu wymierne korzyści? Te arcydzieła światowej kultury istnieją w pierwotnej formie tylko dlatego, że nie stanęły na drodze do wielkości jakiegoś megalomana!
Piramidy mają swoją historię i pamiętają spotkania i z Francuzami, i z Anglikami, i może jeszcze z innymi barbarzyńcami. Nie było świętości! Tylko że co innego rzucić kamieniem czy oszczepem, a co innego wystrzelić z katiuszy do Sfinksa. Technika uzbrojenia poszła naprzód, narzędzia destrukcji są udoskonalane każdego dnia, a historia kruszeje, ząb czasu ją gryzie, ale się trzyma. Stoi na kruchych podstawach, ale daje radę, wciąż daje świadectwo. Nie niszczmy przeszłości ołtarzy! Może świadomość nieodwracalności skutków podejmowanych decyzji uchroni ludzkość przed utratą jej tożsamości. Wwszak muzyka łagodzi obyczaje.
Mądrego warto posłuchać
Dzisiejsze (26.02) expose Radosława Sikorskiego dotyczące priorytetów polskiej polityki zagranicznej, w dużej mierze skierowane do opozycji, będzie miało znaczący wpływ na świadomość społeczeństwa w tej materii. Dobrze jest przypomnieć co poniektóre fakty z historii Polski na tle dwudziestowiecznej Europy, ze szczególnym uwzględnieniem ostatnich dwudziestu lat nowego wieku i jej obecności w Unii Europejskiej.
Fakt, że staliśmy się dwudziestą gospodarką świata, wywołuje ambiwalentne uczucia w opozycji, bowiem z jednej strony to dobrze, ale z drugiej nie bardzo. Czemu nie bardzo, nasuwa się pytanie. Ano temu, że taki fakt wytrąca eurosceptykom argumenty z dłoni. No bo jak wytłumaczyć fenomen metamorfozy, i to, że z zapyziałego, postkomunistycznego kraiku, po 22 latach bytności w UE, staliśmy się czwartą gospodarką Wspólnoty? Racjonalnie się nie da, ale demagogia czyni cuda.
Brexit i Polexit. Bogaty może się uczyć na własnych błędach, ale nam po co to doświadczenie? Odpowiedź Batyra na ten temat była bardzo wymijająca. Co prawda powiedział, że nikt nie myśli o Polexicie, i dodał: na razie. Ja to wyłapałem, bowiem jestem uczulony na tego typu niuanse słowne. Budujcie swoją własną potęgę, mówił Trump, na moim garnuszku już długo jesteście, czas to zmienić. Jasno dawał do zrozumienia kierunek, w jakim będzie szło NATO. Więc Unia wzięła sprawy w swoje ręce i stworzyła program SAFE. I dobrze. Ale najlepiej byłoby dla Wspólnoty, gdyby całe uzbrojenie kupowała w Stanach!
Takie podejście to monopolizacja przemysłu zbrojeniowego, czego pełną świadomość ma polski rząd, dlatego postawił na rozwój własnego przemysłu, co nie spodobało się prawicowym kręgom i samemu Trumpowi! I znowu balansujemy na granicy między Unią a Stanami. Można wyjść z tego z twarzą. Jak to mówią: Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Ale to za mało. Okazuje się, że inwestowanie w krajowy przemysł zbrojeniowy, to zdrada polskich interesów, że tylko amerykański zapewni nam bezpieczeństwo.
Niezaprzeczalnym faktem jest supremacja Ameryki w światowym przemyśle zbrojeniowym, ale uzależnianie się od jednego dostawcy to samobójstwo. Dywersyfikacja to słowo klucz do względnego bezpieczeństwa. Czy przykład nośników węglowodorów jest mało jaskrawy? Odcięliśmy się od Rosji i tym sposobem zostaliśmy na łasce i niełasce Stanów. A jak im się odwidzi? Bo Grenlandii nie dostanie i Islandii, i czego tam jeszcze, co ubrda się w głowie Trumpa, i zaszantażuje Unię? To co wtedy? Czy mamy być zakładnikami Ameryki? Przecież to na kilometr pachnie wasalizacją, czy – jak kto woli – kolonizacją.
Zastanawiam się, czemu but Jankesa miałby być lżejszy od buta Niemca. Ale na pewno nie będzie cięższy od gumiaka Sowieta! A są w kraju siły, które chcą to sprawdzić! Ten omszały troll straszy Polaków Niemcami, a akurat ten wróg, “na własnej piersi wyhodowany”, znany jest nam od pokoleń i już dawno oswojony. Nie taki Niemiec straszny… Tym bardziej że w jednym obozie. Faktem jest, że takich ultraprawicowców, odszczepieńców i rewizjonistów, jak mamy u siebie, Niemcy też mają. Ale w sytuacji kryzysu mamy zaplecze oszołomów, którzy sytuację załagodzą. Mamy tak szerokie spektrum oryginałów, że ze wszystkimi sobie poradzimy. Trzeba tylko umieć się uzupełniać! “Jeszcze Polska nie zginęła…”.
Podróż sentymentalna
Jeżeli ktokolwiek tęskni za komuną, jeżeli ktokolwiek tęskni za powrotem pisu, to powinien pójść na pocztę i przeżyć to, co ja przeżyłem. Wspaniała lekcja pokory. Pominę gdzie byłem, bowiem nie kopie się leżącego, ale to, co przeżyłem w tej placówce, było dla mnie doświadczeniem z lat słusznie minionych. Skansen, czas się zatrzymał, z tą różnicą, że tam wciąż przychodzą ludzie załatwiać bieżące sprawy. Co prawda w większości starsi, bo i ja znalazłem się tam nie bez przyczyny, ale nawet takie prozaiczne potrzeby winny mieć jakieś tempo. Tymczasem nadanie paczki zabrało mi około 40 minut, a za mną ustawił się ogonek, lekką ręką licząc, na półtorej godziny. Jedna pracownica, wyposażenie pamiętające Gierka, i ten ogonek. Klienci stali spokojnie, z ponurymi minami i świadomością, że marnują czas, i tylko konieczność załatwienia tego czy owego trzymała ich emocje w ryzach.
Zamknąłem oczy i tak sobie wróciłem pamięcią wstecz. I zaraz oczami wyobraźni zobaczyłem te kolejki za…, za wszystkim! Halo, proszę pana, ludzie czekają – usłyszałem. Otworzyłem oczy, bo przyszła moja kolej. Załatwiłem, co trzeba, ale wciąż tkwiłem w innej epoce. Niepewnym krokiem skierowałem się, pośród tłumu ludzi, do wyjścia, drżąc z obawy, czy ten świat, który zostawiłem za sobą wchodząc do tego przybytku, jeszcze istnieje. Czy ta cała Unia Europejska, to było tylko moje marzenie.
Kolebka
Gdzieś w okolicach Morza Śródziemnego narodziła się cywilizacja Zachodu, taka europejska, demokratyczna, której piętno odcisnęło się na całej ludzkości. Szacunek dla kultury chińskiej, japońskiej, azteckiej, inkaskiej. Ale to Europa w dobie Odrodzenia zdominowała glob i narzuciła mu swoją cywilizację. A ta poszła naprzód: Ameryka, Australia, Kanada, Indie, Nowa Zelandia czy odległe Galapagos. Autochtoni nie mieli nic do gadania i musieli się ukorzyć przed potęgą Starego Świata.
Cośmy zrobili z kulturą lokalnych społeczności? Ewaluacja projektu kolonizacji, to mutacja demokracji, w konsekwencji której powstały hybrydy niemające nic wspólnego z pierwowzorem. Większość skolonizowanych, podbitych państw stworzyła swoiste odmiany demokracji, które lepiej lub gorzej sprawdzają się na własnym gruncie, za to każda szczyci się jej pochodzeniem w prostej linii od antycznej Grecji. Słabe punkty tegoż ustroju spowodowały postępującą jego ewolucję, zamieniając demokrację w usankcjonowane prawnie narzędzie terroru wobec społeczeństwa. Czy w takiej Rosji nie ma demokracji? A w Chinach? A w Korei Płn. i Południowej? A w Stanach Zjednoczonych? Itd.
Nie wymieniłem państw europejskich, bowiem Unia Europejska to taki intelektualny hub, to serce świata, to clou historii, to nowe otwarcie, to wreszcie unikatowa wersja demokracji, która spędza sen z powiek wielu światowym przywódcom. 27 państw, a jak jedna pięść! I owszem, zdarzają się czasem niesnaski, ale nawet w najlepszej rodzinie przytrafiają się nieporozumienia, więc nie ma z czego robić problemu. Ten swoisty światowy eksperyment nie ma w swojej historii precedensu, dlatego jest niedoskonały i ma jeszcze wiele wad, ale wciąż jest udoskonalany, co czyni Wspólnotę monolitem, organizmem odpornym na wszelkie wirusy i zawieruchy wojenne.
Piętrzące się przed nią przeciwności, a zwłaszcza obecna napięta sytuacja geopolityczna, paradoksalnie cementują europejską wspólnotę, a obnażane jej słabości, na przekór eurosceptykom, wzmacnia ją. Czas pokaże, czym jest Unia i czym się stanie w przyszłości, kiedy okrzepnie. A fundamenty demokracji będą stosowane nie wybiórczo i okazjonalnie, jak mają w zwyczaju czynić to inni rządzący, a konsekwentnie, bez względu na okoliczności i zgodnie z definicją demokracji.
PS
„Demokracja to najgorszy z ustrojów, w którym władcy starają się rządzić sprawiedliwe, ale jednocześnie najlepszy z tych ustrojów, gdzie panuje niesprawiedliwość”.
SAFE 0% – Zasłona dymna
Już większej głupoty i większego cynizmu nie mogłem się spodziewać po tych panach. Moi kochani obywatele, apeluję do was, przejrzyjcie na oczy. Prezydent z prezesem NBP wymyślili, że stworzą alternatywny projekt obronny dla Polski – SAFE 0%. I zero procent z tego będzie! Spotkało się dwóch malkontentów i znalazło makiaweliczne rozwiązanie, pozornie w trosce o dobro i bezpieczeństwo obywateli, a w rzeczywistości tylko po to, aby zadowolić prezesa i wytrącić rządowi argumenty z ręki. Pewnie że 0% lepiej brzmi niż 3,17%, ale trzeba mierzyć siły na zamiary.
Te enigmatyczne tłumaczenia, że jakoś to będzie, to patykiem na wodzie, a kasa na zbrojenia jest potrzebna! To my mamy taką kasę? – chciałoby się zapytać. Czemu nic o tym nie wiemy? Deficyt budżetowy ogromny, brakuje na służbę zdrowia, na szkolnictwo, na kulturę itd., a tu Glapiński lekką ręką z kapelusza chce wyciągnąć 185 miliardów zł. Tylko że kapelusz pusty…
Troska o przyszłe pokolenia, chwalebna rzecz, ale te pokolenia mają mieć zapewnioną bezpieczną przyszłość tu i teraz. Trzyprocentowe europejskie SAFE to nie mrzonka, a realna pomoc, a jeżeli coś uda się wyskrobać na fundusz wsparcia, to dobrze, każda złotówka się przyda i będzie mądrze wydatkowana. Nie zapominajmy: służba zdrowia itd. Glapiński odcinał się od argumentacji politycznej, ale jakoś mnie nie przekonał. Cała ta gadka o tanim pieniądzu to, jak ktoś dobrze zauważył, nic innego jak pic na wodę i fotomontaż. Mydlenie ludziom oczu.
Już zdążyłem zapoznać się z opiniami ludzi z przeciwnej opcji i ich argumentacją. Jak można się było spodziewać, jest prosta i zgodna z oczekiwaniami apologetów taniego pieniądza: 0% jest lepsze niż 3,17%, każdy głupi to wie. Ale już na pytanie: skąd wziąć te pieniądze, to ani Glapiński, ani Batyr, ani pytani opozycjoniści żadnych konkretów nie podali. Jedyne, co jest pewne w tym momencie, to to, że do starych niesnasek ci dwaj geniusze finansów dołożyli nowe paliwo do polskiego piekiełka. Żeby temperatura nie spadła.
Lepiej mądrze milczeć, niż głupio mówić
Poszli na żywioł nie konsultując projektu z rozumem, wpadli w pułapkę swojej perfidii, no i są w czarnej dziurze. Jak z tego teraz wybrnąć, skoro słowo się rzekło. Coś trzeba postanowić, a tu kicha! Nieliczni tylko ultrapisowcy, i to nie z przekonania, a z obowiązku, popierają projekt SAFE 0%, bo to awykonalne jest. Nie da się ot tak sobie wygenerować 185 miliardów złotych polskich, choćby nie wiem jak zaklinało się rzeczywistość. Ale skoro powiedziało się A, trzeba iść za ciosem lub wycofać się rakiem. Ciekawe, jak oni z tego wybrną?
Swoją drogą, nie chciałbym być w skórze tych doradców, co to wymyślili ten idiotyzm. Glapiński zarzekał się, że to nie były działania polityczne, a troska o bezpieczeństwo kraju. Ale wszystko przemawia na jego i Batyra niekorzyść. To była ustawka, tylko spaliła na panewce. Czas płynie, decyzje podjąć trzeba czy w prawo, czy w lewo, a tu pat, zero ruchów. I tak źle, i tak niedobrze. Premier czeka na konkrety, a tu skucha.
Nie wiem, jak to było z zakupami Błaszczaka na 6%, ale gdyby udało się jakąś kasę wyskrobać, to może na spłatę tego zadłużenia ją przeznaczyć? Z SAFE sobie poradzimy, bo warunki są transparentne, korzystne i bezpieczne. Wystarczy nie kraść! Nie ma żadnej warunkowości. I na zakończenie – pytanie społeczeństwa o to, co wolisz: SAFE europejskie na 6,17% czy SAFE 0%, nie ma sensu, bo projektu 0% nie ma! To jest polityczna wydmuszka! Jeżeli Batyr teraz nie podpisze wynegocjowanego przez rząd SAFE, obnaży swą prawdziwą twarz. Twarz partyjnego aparatczyka, nie patrioty.
Jeszcze Icka nie ma, a już krymkę szyją
Myślałem że stand-uperzy, to raczej w kabarecie występują i opowiadają żarty, wytykają błędy, wyśmiewają narodowe przywary itd. Ale nie! Na krakowską scenę wdrapał się jakiś omszały dziadek i zaczął odgrzewać kotlety, czy, jak kto woli, opowiadać kawały z brodą. Za plecami staruszka, w tle, majaczyła młodzież, gumisie zauroczeni „elokwencją” Gargamela, i Klakier, który za sprawą czarodziejskiej różdżki stał się wirtualnym premierem. Kot tłusty, który przywdział buty i poczuł się uczłowieczony, i namaszczony. Taka antropomorfizacja podnóżka to pomysł na bajki z „Mchu i paproci”, a nie na kreowanie rzeczywistości. Bo ja rozumiem, że to Tusk winien jest wszelkiemu złu, o którym mówił Klakier, ale klakier to zawsze klakier, działa na zamówienie. I każdy, kto miał cierpliwość i siłę wysłuchać tego dwugodzinnego bełkotu, miał czas wyrobić sobie zdanie na jego temat.
Swoją drogą, całkiem dobrze się stało, że to właśnie Czarnek ma być lokomotywą parową pisu. Na węglu daleko zajedzie. Jeżeli zestawimy dwa światy, świat Tuska i świat Czarnka, i je porównamy, to jest tak, jakby historyk twierdził, że rozwój technologiczny i poziom życia w XIX wieku był wyższy niż obecnie. Rewolucja przemysłowa to był skok cywilizacyjny, ale teraz mamy „kosmos”. Poglądy figuranta Czarnka i jego pomysł na Polskę, to powrót do przeszłości, a negacja obecnej rzeczywistości, to próba wygumkowania dorobku pokomunistycznych rządów. W oczach i w ustach wyimaginowanego premiera, realna sytuacja naszego kraju to matrix, katastrofa, o której jeszcze nie wiemy, której nie odczuwamy, ale jest. A pociąg wielkich prędkości to fikcja, zaś my jedziemy parowozem, i tylko trzeba zmienić maszynistę. On jest w stanie dołożyć do pieca!
My tu gadu gadu, a chłop śliwki rwie
Wyskoczył jak filip z konopi z tym SAFE 0%, bo wystraszył się, że prawdziwy SAFE może wzmocnić wizerunek rządu, ale nie pomyślał, że przede wszystkim wzmocni bezpieczeństwo państwa i obywateli. Cały ten pomysł z wykorzystaniem rezerw NBP czy sprzedażą złota to zwykła ściema. Zagrywka polityczna, kreatywna księgowość, nic więcej. Wykazywane straty narodowego banku w przeszłości i przewidywane na ten rok nie napawają optymizmem. I tu nagły zwrot, są pieniądze! To kto tu z kogo robi wariata? W sytuacji, kiedy rząd wprowadzi plan B, rozpocznie się zajadła kampania jego deprecjonowania i nagonka na Koalicję, że wbrew decyzji Batyra i na przekór zdrowemu rozsądkowi, wichrzyciele i warchoły podważają prerogatywy prezydenta, i na siłę, kolanem, przepychają swój projekt (skąd my to znamy)!
Wieloletnia praca ekspertów z dziedziny uzbrojenia, obronności i wojskowości ma pójść na marne tylko dlatego, że omszały dziad, wespół ze swoimi zausznikami, nie mogąc pogodzić się z przegraną w wyborach parlamentarnych i utratą władzy, wykorzystuje narzędzie – w postaci Batyra – do osłabienia możliwości sprawczych rządu. Wyżej wspomniany, nie zważając na terminy, które są jedną z najważniejszych kwestii bezpieczeństwa kraju, zwleka z podjęciem ostatecznej decyzji, trzymając rząd w szachu.
Miałem nadzieję, że po dzisiejszym spotkaniu najważniejszych osób w państwie, zapadną decyzje, konkrety, które uspokoją opinię publiczną i zaspokoją nasze oczekiwania. Ale gdzie tam, tylko piany więcej. Czas ucieka, sytuacja geopolityczna zmienia się z godziny na godzinę, a „na wschodzie bez zmian”. Polskie piekło wygrywa ze zdrowym rozsądkiem. Zastanawiam się, na czyj młyn jest ta woda? – odwetowców z Bonn czy moskali?
Co boskie, Bogu, co cesarskie, cesarzowi
Ktoś napisał tę naszą Konstytucję, pomijając, czy doskonałą, czy też nie, ale ona obowiązuje od 1997 roku, i nikt jej nie zmienił. Były próby gmerania, ale się nie udało. I teraz pis robi kolejne podejście, co prawda tylnymi drzwiami, ale nie ustaje w staraniach. Prezes NBP, wespół z incumbentem, postanowili zmienić obowiązujące reguły i przejąć obowiązki rządu względem projektowania budżetu państwa i celowości jego wydatkowania. Od kiedy to prezydent i „prezes” decydują o gospodarczej strategii rządu? Zarówno jeden, jak i drugi są urzędnikami niezależnymi, ale do rządzenia krajem powołany jest rząd.
Tymczasem na scenie politycznej pojawili się nowi gracze. Może nie tyle nowi, co wchodzący w nieswoje buty. Ciekawe, co by to było, gdyby tak Tusk narzucił Glapińskiemu własną strategię bankowości, a Batyrowi wmieszał się w kompetencje, w te jego osławione prerogatywy i, dajmy na to, zacząłby ułaskawiać skazanych. Wszak to on rządzi wszystkim… Czy takie odwrócenie ról byłoby bardziej bulwersujące, aniżeli ta haniebna próba dewastacji budżetu? Prawda, że to nie do pomyślenia! Wojna domowa pewna, ale rząd nie dlatego nie wyręcza niezależnych instytucji państwa, a po prostu szanuje Konstytucję. „Co boskie, Bogu, co cesarskie, cesarzowi”.
Na przekór mamie odmrożę sobie uszy
Oni za darmo by tego SAFU nie wzięli, ba, nawet gdyby im dopłacali, też by wybrzydzali, znaleźliby argumenty, żeby nie brać. Czemu? Bo to nie ich bajka, nie ich sukces! Oni poszliby na 6% i 16%, gdyby była taka konieczność, pod warunkiem że to oni byliby beneficjentami politycznego sukcesu. A tak kicha! Na złość mamie odmrożą sobie uszy. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i na przekór Tuskowi – weto! A zagrożenie bezpieczeństwa kraju nie maleje, wręcz przeciwnie.
I co na takie dictum rząd i świat? Ano dziwują się politycznej zajadłości opozycji, bo każdy, kto posiada odrobinę oleju w głowie, widzi, że to partykularyzm polityczny w najczystszej postaci był, nie troska o kraj. Wierzę tylko, że społeczeństwo zapamięta Batyrowi tę lekcję patriotyzmu, i na przekór politycznym oczekiwaniom decyzja ta spowoduje opamiętanie w szeregach zwolenników pisu i konfederacji, a w szczególności wśród niezdecydowanych. I w przyszłości, przy urnach wyborczych, zaprocentuje wyrazami poparcia dla tych partii. Tuszę, że społeczeństwo nie dało się nabrać na ten szarlatański pomysł SAFE 0%, który miał być quasi alternatywą dla unijnego, bo to jedynie wybieg marketingowy był, promocja jednostki i propaganda dla ciemnego ludu. Nic więcej!
Mój jest ten kawałek podłogi!
Gdybym pisał długopisem i stawiał cyferki, to wielkość kwoty z SAFE wypisałaby to narzędzie już w połowie, tak wielkie są to pieniądze. I wystarczył jeden podpis, a nawet jego brak, żeby oszczędzić długopis. W imię czego? Radosław Sikorski doskonale spuentował swoje wystąpienie w Sejmie dotyczące tego wydarzenia: „Lepiej być zadłużonym, niż okupowanym”. Prawda, że mądre słowa? I to są słowa wroga politycznego, nie kogo innego, jak prezesa Kaczyńskiego (swoją drogą nie myślałem, że ten dziadek do orzechów może coś mądrego powiedzieć). Nic dodać, nic ująć. Ale to tylko słowa, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I jak to teraz odkwakać? Bogucki będzie wiedział. On zna język kaczy i to odszczeka.
Paradoks owalnego „pokoju”
Próbuję połączyć kropki, żeby zrozumieć decyzje prezydenta Trumpa, które doprowadziły do ataku Stanów Zjednoczonych na Iran. Pozbierał wszystkie fakty, przeanalizował sytuacją militarną, geopolityczną i ekonomiczną globu, posłuchał Tel Awiwu i jednoosobowo, arbitralnie zdecydował, że najlepszym rozwiązaniem dla utrzymania światowego pokoju będzie ogłoszenia krucjaty przeciw „niewiernym”. Putin, atakując Ukrainę, przedstawiał podobne racje, że to niby w imię pokoju napadł sąsiada, i wyszło na jego, że niby w czym on jest gorszy, kiedy idzie o bezpieczeństwo kraju. Czy to usprawiedliwia piekło, jakie mu zgotował, to kwestia dyskusyjna.
To nie tak, żebym stawiał znak równości miedzy dwoma „bogami wojny”. Wszak jeden to demokrata, drugi satrapa, ale cele jednakie: troska o „globalny pokój” i uniknięcie apokalipsy wojny atomowej. Cel jak najbardziej szczytny, tylko wykonanie coś nie teges… „Si vis pacem, para bellum”. Chcesz pokoju, szykuj się do wojny. I to właśnie ta wspólna troska o pokój i o losy Ziemi pchnęła obu pacyfistów do czynów wzniosłych, aczkolwiek kontrowersyjnych, które zdestabilizowały powojenne status quo.
Narzucenie własnej woli swoim rodakom to autorytaryzm, zaś światu – to awanturnictwo, a wymuszanie szantażem przystąpienia do wojny – to nie, jak się niektórym wydaje, sojuszniczy obowiązek, a megalomańskie fanaberie i niezrozumienie istoty sojuszu. „Pacta sunt servanda” (umów należy dotrzymywać), chciałoby się rzec. I owszem, ale wojnę w Zatoce Perskiej rozpętał jednoosobowo Trump, nie konsultując tej decyzji z członkami NATO, a zwłaszcza z rozumem, tylko z… Żydami.
Nie mogę nie przytoczyć słów Trumpa o wojskach sprzymierzonych, że to dekownicy trzymający się na tyłach. Nie twierdzę, że odmowa wsparcia w odblokowaniu Cieśniny Ormuz to odwet za zniewagę. Raczej chłodna kalkulacja i szukanie innych sposobów zażegnania konfliktu, ale coś w tym jest i nauczka się przyda. To ciągłe pohukiwanie, to potrząsanie szabelką, to pouczanie, w ustach przywódcy supermocarstwa brzmi groteskowo, i byłoby nawet śmieszne, gdyby nie było straszne. Nie na darmo Pitagoras przestrzegał: „Trzeba milczeć albo mówić rzeczy lepsze od milczenia”.
Nic, tylko się napić
Byłbym spokojny i z radością brykałbym po emeryckich łąkach, jak ten konik polny, gdyby nie nękająca mnie świadomość niespełnienia, lubo wewnętrzna potrzeba „zapylania”. Świat, jaki jest, każdy widzi, a darowanemu konikowi, nawet polnemu, w zęby się nie zagląda. I nic tylko cieszyć się życiem. To czemu tego nie robię? Bezsilność wobec upływającego czasu i spirytus movens, ot co! To on, ten „spirytus” mnie nęka? Przeszłości nie zmienię, ale przyszłość? Każdy wie, czym jest efekt motyla. A kiedy zmienić na efekt konika, skutki pozostaną bez zmian, bo to o konsekwencje, o wpływ wariatów na poziom wody w rzece się rozchodzi. Niby żaden, ale czemu nie?
Każde nasze tu i teraz zależy od tego „motyla” – jest przyczyna, i jest skutek. Skutkiem efektu motyla jestem JA. Nie trzeba być analitykiem, żeby zauważyć sekwencję zdarzeń. Stany Zjednoczone nie potrzebują ropy z Arabii, ale cały świat – tak. A jak temu zaradzić, skąd czerpać? Rosja! Jej złóż nikt nie zaatakuje. Trump to wie i my to wiemy. Wy tracicie na zmianie kursu, my jesteśmy niezależni – śmieje się w twarz. Chcecie taniej ropy, to brońcie swoich interesów. Ja tylko rozpętałem wojnę, wy gaście pożar. Czy ktoś to rozumie? Putin zaciera ręce, a ja po spirytus sięgnę. I w Duchu Świętym poszukam oświecenia.
Sraty taty, d…a w kraty!
Nie wiem, na ile sondaże są miarodajne i ile jest w nich prawdy, ale jeżeli jest choć odrobina (jak w plotce), to zaczynam tracić szacunek do swojej nacji. Już dawno zauważyłem, że coś z nią nie tak, ale dawałem szansę. Ta huśtawka nastroju spowodowana ciągłymi wyborami, to niczym roller coaster, góra, dół, i znów góra. Czasem można się wykoleić…
Po ostatnich wyborach parlamentarnych nabrałem otuchy, ale zaraz przyszły wybory prezydenckie i kubeł zimnej wody na głowę. Jak mogło do tego dojść? Jak można było tak wybrać? A jednak. No i mamy kohabitację. To raczej zapasy albo wolna amerykanka, a nie współpraca dla dobra kraju. Rozumiem, że poglądy polityczne muszą się ścierać, ale żeby nie było żadnej płaszczyzny porozumienia, nawet w kwestii bezpieczeństwa narodowego? To już trąca wojną domową. Na razie werbalną, ale kto wie, jak to się skończy?
Wszyscy, powtarzam, wszyscy widzimy, co dzieje się na świecie. Że pokój jest zagrożony, a bezpieczeństwo niepewne, ale mimo to, w narodowych szeregach zgody nie ma. Jeszcze półtora roku do wyborów, a scena polityczna nie wygląda optymistycznie. Prawica, choć mocno podzielona, to jednak w sondażach prowadzi. To nic, że raz ci, a raz owi zyskują lub tracą głosy, ale procentowo poparcie oscyluje w granicach 45%, i niewiele się zmienia. Co z tego, że Koalicja Obywatelska prowadzi w sondażach, skoro nie ma zdolności koalicyjnych. Pis też wygrało w ostatnich wyborach, ale nie rządzi i zgrzyta zębami, rzucając kłody pod nogi.
Z analogiczną sytuacja mamy obecnie do czynienia, i jest ona o tyle groźna, że po prawej stronie mamy oszołomów, którzy zdolni są do popełnienia każdej nikczemności, żeby przejąć władzą, a później zrobić z niej Bóg jeden wie jaki użytek. Ten „kapitan Hook” oficjalnie nawołuje do Polexitu i do zerwania wszelkich stosunków z UE. I o zgrozo, jest kilku, którzy mu wtórują, i to jest już niebezpieczne. Kim stalibyśmy się bez Wspólnoty? Sierotami bez dachu nad głową. Czy naprawdę tak trudno jest przeprowadzić analizę sytuacji, wziąć argumenty za i przeciw i wyciągnąć wnioski?
Apeluję do każdego obywatela mającego prawa wyborcze, aby pochylił się nad tą kwestią, bo to nie są żarty. Pewnie, że każdy kraj ma swoją kulturę, tradycje, religię, kuchnię itd., i to stanowi o jego tożsamości, ale są też wartości wspólne, które cementują Unię i stanowią o jej sile. Nie można budować narracji antyunijnej na tematach zastępczych, co czynią te prawicowe oszołomy, bowiem w sferach światopoglądowych można się dogadać i poluzować „gumkę w majtkach”, ale sprawy gospodarcze, obronne, prawne, to fundamenty funkcjonowania Wspólnoty. Bez nich nie bylibyśmy jednym europejskim organizmem, tylko zlepkiem odrębnych państw, który jedynie z nazwy jest Unią, a w rzeczywistości pełni rolę stricte formalną, zaś na arenie międzynarodowej nie jest reprezentatywnym głosem Starego Kontynentu.
Na szczęście dla Europy i dla naszego kraju struktury unijne są silne, a pozycja Wspólnoty, niezachwiana. Co prawda są osoby, które próbują ją zdeprecjonować, a nawet ośmieszyć, i takie indywidua są wśród nas, i o zgrozo znajdują społeczny poklask, zamiast spotkać się z powszechnym ostracyzmem. Jaki sraki, OZE sroze, Czarnek srarnek itd. Czy naprawdę chcemy, aby tacy ludzie reprezentowali nas, reprezentowali Polskę i nakreślali jej kierunek rozwoju?
Winne są wina… i to przyczyna!
Próbuję zrozumieć politykę albo przynajmniej mechanizmy nią rządzące, ale kuda mi tam… Wszystko jest tak zakręcone, że trudno rozeznać się w tym bałaganie, ba, nie sposób cokolwiek ogarnąć rozumem i wyciągnąć sensowne wnioski. Ktoś podpalił świat i uderza to bezpośrednio w nas, a przecież to nie tak. Z każdej strony zabezpieczeni jesteśmy militarnie, gospodarczo i politycznie, i z prawej, i z lewej, i centrycznie. Gdzie tu błąd? Zdawać by się mogło, że ta polaryzacja wreszcie na coś może się przydać, ale gdzie tam! Tusk obstawia nas w UE, Batyr wespół z tymi swoimi oszołomami – w Rosji, pisiory – u Trumpa. No żyć, nie umierać. Ustawieni jesteśmy jak ta lala.
A tu rzeczywistość puka do drzwi i upomina się o swoje i wystawia rachunki, a one rosną i rosną… Rozumiem, globalizacja, ale gdzie Rzym, a gdzie Krym? Wiem, co robię – uspokaja megaloman bez zahamowań, bądźcie ze mną, a tak w ogóle to jest mi wszystko jedno. Kto nie ze mną, ten przeciwko mnie! Uszy po sobie i pokornie słuchać wytycznych! Co gościowi roi się pod tą ondulacją? Koszty życia nam rosną jak ciasto na drożdżach czy też buzują jak młode wino, bo to wina Tuska. Wszak to on rządzi w naszym kraju, nie kto inny, więc to on odpowiedzialny jest za stan państwa.
Teza ze wszech miar słuszna, ale jak tu rządzić, kiedy rzeczywistość rzuca kłody pod nogi? Zaprawdę powiadam wam, żyjemy w ciekawych czasach… Putin z jednej strony zmusza nas do podniesienia rękawicy, Trump wzywa do pospolitego ruszenia, a Tusk, cóż…, nie dorósł do roli męża stanu! Co innego inkumbent, ten to na cztery nogi kuty. Premier powinien dać mu większe uprawnienia, bo to nie byle kto, to waleczna bestia. Kiedy trzeba to i przypier….ć może, o czym mało nie przekonał się dziennikarz Półchłopek. To nic, że Konstytucja nie pozwala zdać się na niego i zaufać jego doświadczeniu i nieprzeciętnej „inteligencji”. To obowiązek premiera wykorzystać potencjał. Racja stanu tego wymaga!
Patrz Amerykanie. Trumpowi zaufali, mimo że ma wiele za uszami i niewiele do zaoferowania. To nic, że teraz plują sobie w brody. To tylko „Polak przed szkodą i po szkodzie głupi”. Bezczelność, arogancja i bezmyślność to cechy nowoczesnego przywódcy, a ten nasz Donald to polityk starej daty, z zasadami, co to są kulą u nogi nowoczesnej dyplomacji. To taki oldschoolowy typ, który spowalnia nasz marsz ku nowoczesności. Dzisiejszy mainstream to nurt prawicowy, lewactwo to lamusy.
Zdaje się, że ten Donald nie tylko namieszał nam w głowach. On poszedł o krok dalej, czego skutki odczuwamy w świecie polityki, w gospodarce i w bezpieczeństwie, a nasze portfele jęczą z wysiłku, próbując związać koniec z końcem. Tylko patrzeć, jak opozycja wyciągnie armaty i zacznie walić z grubej rury. Wystarczy popatrzeć na wskaźniki: prąd drogi, gaz drogi, olej drogi, benzyna szczytuje, a służba zdrowia na krawędzi. No i zapaść demograficzna! Czyja to wina? Kupujecie wina, odkupicie winy, bo to wina Donalda. Zawinił, niech pije, nawarzył, niech pije, napędził, niech pije! Donaldzie, coś ty nam uczynił? Pije mnie gumka w majtkach, to też twoja wina!
Polak, Węgier…
Zbliżają się wybory parlamentarne na Węgrzech, jest determinacja i siła w narodzie, żeby obalić dyktatora i zakończyć jego szesnastoletnie rządy. Ale łatwo nie będzie, bowiem „Chińczycy trzymają się mocno”. Oni wiedzą, co ich czeka w przypadku przegranych wyborów. Co się stało, że po tak długim i owocnym okresie rządów jednego człowieka, społeczeństwo postanowiło mu podziękować za przywództwo? Wszak gdyby działo się dobrze w państwie węgierskim, obywatele ozłociliby go, stawiali mu pomniki, jak w KRLD Kimowi, tymczasem to on sam się ozłocił, nie zwracając uwagi na postępującą pauperyzację społeczeństwa, doił kraj bez umiaru.
Korupcja, nepotyzm to podstawowe mechanizmy rządzenia nad Dunajem, a ich konsekwencje są, jakie są, opłakane. Ale czy to Orbanowi przeszkadza? Kiedyś zazdrościliśmy Madziarom ich poziomu życia, dzisiaj do pięt nam nie dorastają, taką mają stopę… Kulejąca gospodarka to tylko jedna ze zrujnowanych dziedzin demokratycznego państwa u naszych „bratanków”. Pozostają jeszcze praworządność i wolność słowa, które w całości zawłaszczyła rządzącą partia, i wykorzystuje je do dławienia demokratycznych zapędów, politycznych oponentów, a w konsekwencji, ubezwłasnowolnienia niepokornego społeczeństwa.
Po tylu latach postępującej degrengolady ustroju, Węgrzy przejrzeli na oczy i zrozumieli, że „ktoś robi ich w konia”. Dość zniewolenia, nie chcemy żyć w państwie autorytarnym, zależnym od widzimisię dyktatora zorientowanego na Wschód, i zdecydowali wreszcie coś zrobić. Sprawy zaszły tak daleko, że nie będzie łatwo, i kto wie, czy Węgrzy nie będą musieli wyjść na ulice w przypadku sfałszowania wyborów, a wszyscy wiemy, jak to się skończyło na Białorusi.
My, Polacy, zrozumieliśmy prawdziwe intencje pisu już po ośmiu latach rządów zjednoczonej prawicy, i mimo upływu lat, wciąż nie możemy wygrzebać się z tego pisowskiego bagna, w które nas wpakowali. Orban już dawno przestał się pucować na euroentuzjastę i demokratę. Głośno deklaruje swoje niezadowolenie z członkostwa w Unii, i bezczelnie manifestuje przywiązanie do Putina. Dlatego dziwi mnie postawa prawicowych polityków (Kaczyński, Nawrocki, Ziobro, Romanowski itd.), którym nie przeszkadza współpraca Orbana z Moskwą, przy jednoczesnym potępianiu zbrodniczych poczynań Władimira.
Czyżby to była tylko fasada, zasłona dymna? Czyżby prawdziwe, ukryte intencje prawicy były zgoła odmienne? Z punktu widzenia interesu państwa, rządy Orbana szkodzą Polsce i Wspólnocie, a mimo to są w kraju i w Unii siły, które popierają jego politykę. Idę o zakład, że 80% Węgrów w ciemno przyjęłoby naszą politykę i standardy życia, ale na ich drodze stanął „ukochany” przywódca, i demokrację po raz kolejny muszą sobie wywalczyć. My jesteśmy w całkiem innym punkcie historii, ale wciąż balansujemy na granicy. Wybory 2027 roku będą prawdziwym sprawdzianem naszego patriotyzmu i narodowej mądrości.
Im gorzej, tym lepiej
Rozumiem, że walka polityczna rządzi się swoimi prawami i mało komu udaje się zachować pozory poprawności, ale musi gdzieś być granica absurdu i wyrachowania, za którą już tylko zepsucie, prywata, i upadek moralny. Dobre praktyki, które konsolidowały klasę polityczną, już dawno przeszły do lamusa. Teraz tylko brutalny atak jest reakcją i odpowiedzią na decyzje rządu. Jeszcze niedawno nikt z nas nie przewidywał, że uderzenie przyjdzie od strony sojusznika, a tu proszę. Atak USA i Izraela na Iran wywołał panikę na rynku paliw, co poskutkowało dynamicznym wzrostem cen detalicznych na stacjach paliwowych.
Normalna reakcja branży paliwowej, ale bez paniki. Wszyscy liczyli, że sytuacja szybko się ustabilizuje, tym bardziej że wypowiedzi prezydenta Trumpa były bardzo optymistyczne. Niestety, czas mijał, a sytuacja tylko się pogarszała. Nadzieje rządu na unormowanie cen topniały z każdym dniem, aż zdecydowano, że tak dłużej być nie może. Interwencjonizm państwowy to ostateczność i najgorsza rzecz, do jakiej zmuszony jest uciec się rząd, ale nie było wyjścia. Ceny poszybowały w górę, czego konsekwencje mogły być nieprzewidywalne.
Lawinowy wzrost inflacji i destabilizacja gospodarcza to tylko początek następstw tej bliskowschodniej, prewencyjnej interwencji… Ciągle poruszamy się na własnym gruncie, bo globalne konsekwencje są nie do przewidzenia. Aby zminimalizować gospodarcze skutki wojny w Zatoce Perskiej, rząd zdecydował się na regulację cen paliw, co spotkało się z pozytywnym społecznym odbiorem, ale nie z akceptacją opozycji. „Jak ktoś chce psa uderzyć, kij zawsze znajdzie”! I zaczęła się jazda i atak na rząd, a każdy pretekst jest dobry.
I tak sobie myślę, że jeżeli ktoś miałby prawo do krytyki rządu, to na pewno nie hipokryci z pis. Ta swołocz nie ma prawa krytykować rządu. Sami byli w podobnej sytuacji, i co? Dali ciała! Ich decyzje były znacznie mniej skuteczne i dużo bardziej spóźnione, ale oni już dawno wymazali to z pamięci. Ci quasi patrioci storpedują każdą inicjatywę rządu (patrz SAFE), byle tylko się nie udało, a społeczeństwo i bezpieczeństwo kraju to tylko hasła, narzędzie rozgrywek politycznych, za pomocą których chcą odzyskać utraconą pozycję. Bo im tylko o własny interes idzie. Oni sprzedaliby duszę diabłu, byle tylko wrócić do władzy.
Rządowa obniżka cen paliw, to doraźna reakcja na rynek, z nadzieją, że sytuacja już wkrótce się ustabilizuje i będzie można ceny uwolnić, bowiem miesięczny koszt tej nonszalancji to miliard sześćset milionów strat dla budżetu. Więc nie myślcie, że to prezent od Zajączka. Za tę dezynwolturę rządu społeczeństwo będzie musiało odczuć skutki w innych sektorach życia publicznego. Pisiory odsądzają rząd od czci i wiary, że łupił obywateli, to teraz wszystko się wyrówna. A w maju, jeżeli sytuacja się nie ustabilizuje, będzie bieda. Myślicie, że to martwi te hieny? Nie, to woda na ich młyn. Bo im gorzej, tym lepiej!
Teoria spiskowa
Już nie chcę żyć w ciekawych czasach, chciałbym wrócić do tej dekadencji z początku XXI wieku. Wtedy wszystkim się wydawało, że świat zmierza w dobrym kierunku, że można się dogadać, nawet w atmosferze klimatycznej, bowiem jeszcze nie było tak toksycznie. Aż przyszedł czternasty rok, i nadzieje na ugłaskanie „niedźwiedzia” prysły jak bańka mydlana. Z każdym rokiem działo się tylko gorzej. I nastał rok 2022, i napad tegoż niedźwiedzia na Ukrainę, co znacznie mocniej wstrząsnęło światem niż aneksja Krymu, ale paradoksalnie go skonsolidowało.
I zapukał do drzwi rok 2026, gdzie wszystko się rypło! Jednego dnia obowiązujące dotychczas umowy międzynarodowe przestały obowiązywać. To, co było fundamentem równowagi, zachwiało światem! Szala się przechyliła, albo, jak kto woli, przegięto pałę. Amerykanie wespół z Żydami postanowili dać nauczkę Irańczykom, i machina zniszczenia ruszyła. Oto do starej, nową mamy wojnę, „Szwed rozejm naruszył”. Świat wstrzymał oddech, czekając na konsekwencje, a one były nieuniknione. W miesiąc podmiotowość Europy została zredukowana do pozycji wasala, a odmowa wykonania rozkazów Trumpa przez koalicjantów – potraktowana jak zdrada, co może skutkować zerwaniem sojuszu.
Dla niego NATO to ON. Skąd my to znamy – „Francja to Ja”. On uważa, że osiągnął zamierzone cele militarne, o resztę muszą zadbać dekownicy z Europy, jeżeli chcą mieć węglowodory. On ma własne zasoby, jemu Cieśnina Ormuz do niczego nie jest potrzebna, a Europie – jak najbardziej! Jeżeli Unia chce mieć drożną cieśninę, niech o nią zawalczy, niech pokaże pazur. Papierowy tygrys, tak prześmiewczo nazwał NATO (ponoć w przytomności Putina), tylko że ten tygrys, to kot o twarzy Trumpa, to on wyrywa mu pazury.
Artykuł 5 traktatu mówi o reakcji na atak sił zewnętrznych na jednego z członków paktu, a nie o pomocy w napaści na suwerenny kraj. Czym innym jest pomoc w obronie, a czym innym pomoc w napaści! – prawo karne wyraźnie to rozgranicza. Prawdą jest, że Europa wisiała u szyi USA, ale takie były zapisy traktatu, taka była potrzeba. Teraz świat się zmienił, UE stała się podmiotem w kształtowaniu nowej mapy politycznej świata, i nie da się uprzedmiotowić. Ta „zniewieściała” Unia wreszcie zrozumiała, że jest siłą i będzie siłą, kiedy będzie mówiła jednym głosem.
Wysłuchałem tego nocnego orędzia Trumpa. Po cichu liczyłem na jakieś konkrety, ale jak zwykle: bufonada, fanfaronada i frazesy. Nadal nie wiem, czy ta wojna została wygrana, przegrana, czy jest remis. Na pewno jest pat, a Ormuz wciąż zablokowana. Jakby tak połączyć kropki, to mając odrobinę wyobraźni i analityczny umysł, można by uknuć niezłą teorię spiskową na temat efektywnej działalności rosyjskich służb na arenie międzynarodowej!
Waldemar Golanko
Zobacz też poprzedni odcinek felietonów pana Waldemara:




Komentarze
Brak komentarzy