Urlop nie przysługuje leniuchom, czyli kulisy pracy w parafii

Urlop nie przysługuje leniuchom, czyli kulisy pracy w parafii

BIAŁA PODLASKA Co stoi za odejściem z pracy byłego organisty kościoła św. Anny? W tle jest bardzo zagadkowa sprawa kolizji samochodowej, której co prawda były organista nie był sprawcą, ale, jak mówi, po tym zdarzeniu słyszał nieprzyjemne wyrzuty ze strony byłego proboszcza. Na światło dzienne wychodzi też kwesta dopuszczenia przez duchownego pracownika do wykonywania obowiązków bez wymaganych Kodeksem pracy badań lekarskich. Konflikt miał narastać. Kuria Siedlecka milczy w tej sprawie.

Z tematem zwróciła się do nas parafianka kościoła pw. św. Anny po naszych publikacjach dotyczących księdza, który po spowodowaniu kolizji w 2017 r. pod wpływem alkoholu i odbyciu kar częściowo wrócił do posługi kapłańskiej i odprawia msze właśnie w tej parafii. Zasygnalizowała, że kilka miesięcy po tym zdarzeniu, w 2017 r., w Białej Podlaskiej miała miejsce kolizja drogowa, w której uczestniczył inny, były już pracownik tejże parafii, organista Daniel Sawicki. Wkrótce po tym zdarzeniu w niejasnych okolicznościach zakończył on pracę w kościele św. Anny. I narosło wiele domysłów, co mogło być tego powodem. – I wtedy jakoś nikt nie opisywał w mediach sprawy pana organisty – bulwersuje się kobieta, która skontaktowała się z naszą redakcją.

Idąc tropem jej wypowiedzi, zaczęliśmy poszukiwać informacji na temat przywołanego zdarzenia i organisty Sawickiego. W tym celu skontaktowaliśmy się z jednym z duchownych, który w tamtym czasie pełnił posługę w parafii, zresztą jest tam do dzisiaj. Od parafianki dowiedzieliśmy się, że posiada on pełną wiedzę na temat tej kolizji i przyczyn rozwiązania umowy z pracownikiem. To, co usłyszeliśmy od księdza, było jeszcze bardziej zdumiewające. Oto co powiedział nam na temat kolizji i tego, czy miała ona jakiś wpływ na zakończenie pracy przez organistę Sawickiego: – Nie, no bo to nie wiązało się w ogóle z jego pracą. Zahamował, a starszy człowiek walnął, uderzył w niego, i on sobie odszkodowanie wziął. A tamtego policja ukarała mandatem, bo wezwał policję. Ja mu tylko powiedziałem: „Słuchaj, nie krzywdź ludzi”. Bo to chyba nie raz on coś takiego zrobił. I ja go prosiłem: „Nie krzywdź ludzi”, bo on jeszcze się cieszył: „Ja zarobię”, mówi. To nie było podstawą do zwolnienia, ale on sam się zwolnił. (…)

Cały artykuł do przeczytania w aktualnym – papierowym i cyfrowym wydaniu „Podlasianina” nr 29 na: eprasa.pl

Monika Pawluk

Dodaj komentarz

Komentarze

    Brak komentarzy